List do Ateisty cz.1 - Marek Kmieć

Panie Kaziku,

Po tak wielu godzinach spędzonych na rozmowach na ten ważki temat - za które Panu serdzecznie dziękuję - pomyślałem o krótkim podsumowaniu.

Pana pierwszym założeniem wstępnym jest to, że wszechświat jest racjonalny - można go opisać słowami. Od samego początku musi Pan założyć, że świat wokół Pana jest poznawalny, w przeciwnym razie nie próbowałby Pan go wyjaśniać (słowami), a nawet nie byłby Pan w stanie proponować żadnych teorii jego funkcjonowania. Nie przyznaje się Pan do tego. Wszechświat dla Pana jest i musi być jedynie materią w ruchu, którą rządzi Chaos. Praktycznie rzecz biorąc jednak, zmuszony jest Pan wierzyć, iż wszechświat jest "opisywalny" i postępuje Pan w swoim życiu według tej wiary - akurat Pan jest inżynierem, który często używał planów (opisów świata), i te plany musiały być wiernym odzwierciedleniem rzeczywistości gdyż, to co Pan wybudował wciąż stoi. I teraz, będąc na emeryturze, nadal opisuje Pan świat mówiąc o ewolucji, przypadkowości, historii, statystyce, prawach natury, itp. Powie Pan: "Ale to są tylko teorie!" Ale nie o to przecież chodzi. Chodzi o to, że nie mógłby Pan nawet konstruować tych teorii gdyby Pan rzeczywiście wątpił w poznawalność wszechświata. Jak Pan to pogodzi ze swoim twierdzeniem, że świat to jedynie materia w ruchu?

Jedynie chrześcijańskie podejście jest w stanie wyjaśnić poznawalność wszechświata - ponieważ jedynie na podstawie objawienia w Biblii, można twierdzić, iż cały wszechświat już został wyczerpująco poznany przez Boga w jedym prostym akcie poznania. Tak więc, jedynie zakładając prawdziwość Chrześcijaństwa, można twierdzić, że wszechświat może być wyjaśniony przy pomocy słów (opisany). Z tego też powodu, nie powinno dziwić, iż jedno z imion Jedynego prawdziwego Boga to Słowo (Jan. 1:1), który jest Początkiem wszystkiego co jest.

Tak więc, Panie Kaziku, zaraz po tym kiedy założył Pan, że jest Pan w stanie odkryć i poznać pewne prawdy o wszechświecie, pracowicie szuka Pan zasady, która by zjednoczyła Pańskie doświadczanie świata. Najprawdopodobniej uważa Pan niektóre pomysły starożytnych za absurdalne, jak np.: "wszystko jest ogniem", "wszystko jest powietrzem" lub "wszystko jest wodą". Ale sam czyni Pan podobną rzecz mówiąc: "Wszystko jest materią". Jednakże, moment później, zaczyna Pan ignorować takie elementy rzeczywistości jak: miłość, etykę, godność, czy nawet prawa logiki, których istota jest przecież niematerialna, uniwersalna, niezmienna i absolutna. Nie zważając na fakt, iż Pana stwierdzenie: "Wszystko jest materią" pozostawia ogrom rzeczywistości "na zewnątrz" Pana systemu, przechodzi Pan następnie do konstruowania różnorakich teorii, za pomocą których dowodzi Pan, że wartość człowieka zależy od jego wykształcenia, lub że człowiek pochodzi od małpy, itp. Co więcej, Pan argumentuje za tymi teoriami i broni ich Pan - ale kiedy jest Pan zapytany o ostateczne wyjaśnienia - nagle zamienia się Pan w irracjonalistę i sceptyka mówiąc, że Pana umysł jest ograniczony, i że te powyżej wspomniane teorie są jedynie teoriami - by wreszcie sprowadzić siebie do pojedyńczego sprzecznego zdania: "Wiem, że nic nie wiem", lub "Nikt nie może nic wiedzieć z pewnością" - co przecież samo jest absolutnym stwierdzeniem.

W rezultacie, okazuje się, że miota się Pan pomiędzy "ładnie" ułożonym materializmem a całkowitym irracjonalizmem - bez żadnego punktu oparcia. Dlatego, można stwierdzić, że nie ma Pan podstawy pod jakiekolwiek twierdzenie - i nie może Pan uniknąć konkluzji, że wszystko to iluzja - tylko, jak Pan będzie w stanie wytłumaczyć samą iluzję? Jednakże zamiast popadania w świat iluzji, Pan kroczy naprzód twierdząc na przeekór sobie, że "Jest prawda!" i "Mogę coś z niej poznać" - ale zaraz po tym znowu Pan stwierdzi: "Żadne pewne poznanie nie jest możliwe".

Z tego też powodu chciałbym zaproponować, że jedynie na podstawie chrześcijańskiego teizmu można wyjaśnić nie tylko trawę, krowy, 2+2=4, miłość, itd. - ale nawet samo wyjaśnianie. Na chrześcijańskim założeniu, jedynie Bóg zna wszystko (niezależnie) i nasza wiedza jest nie tylko ograniczona, ale również pochodna od Jego. Nawet Pan, Panie Kaziku, zakłada, że wszechświat jest racjonalny - czyli opisywalny, i dlatego jest również poznawalny (można o nim mówić), i że jest coś takiego jak prawda. Czyni to Pan, bowiem Pan również został stworzony na obraz Boży. Ale ponieważ nie jest Pan w stanie wytłumaczyć żadnej z tych rzeczy - chce Pan wszystko zbyć stwierdzeniem: "Po prostu tak jest - żadne wyjśnienie nie jest konieczne". Ale jeżeli tak by się sprawa przedstawiała - to dlaczego nie powiedzieć tego w odniesieniu do wszystkich innych rzeczy, które Pan tłumaczy - "Po prostu jest jak jest". Ale nie chce Pan jeszcze tego powiedzieć. Zamiast tego, Pan w dalszym ciągu czyta książki i tworzy teorie, denerwuje się oglądając telewizję, użwa takich wyrażeń jak: "To bzdura!", "To wydaje mi się bardziej sprawiedliwe...", "Co za głupota!", "To nie wydaje mi się prawdopodobne!", itd. - ale najpierw musi Pan pożyczyć mój światopogląd, aby nawet mógł Pan używać tych pojęć, gdyż one nijak nie pasują do Pańskiego światopoglądu. Jeden z filozofów zauważył: "Dziecko nie może spoliczkować ojca, o ile ten nie będzie je podtrzymywał na kolanach."

A jednak, Pan raczej trzyma się irracjonalizmu i sprzeczności niż chce uznać Bożą władzę nad sobą. I tutaj dochodzimy do sedna sprawy. Przyczyna, dla której trwa Pan w czymś co jest fałszywe - to nie to, iż potrzebuje Pan mocniejszego argumentu by zostać przekonanym. Myślę, że miał Pan taki argument przedstawiony. Tą przyczyną natomiast jest Pana czynny bunt przeciwko Bogu (Efez. 2). Biblia nie opisuje Pana stanu jako niewinnej niewiedzy (nieświadomość prawdy) - spowodowanej niewystarczającymi dowodami. Wręcz odwrotnie, materiał dowodowy przytłacza swoim ogromem i jednoznacznością, tak że Panie Kaziku, stoi Pan w obecności Boga bez żadnego wytłumaczenia (Rzym. 1:18-20).

Myślę, że zademonstrowałem Panu, iż zarówno Pana materializm jak i sceptycyzm co do pewności poznania, nie tylko, że są sprzeczne w samych sobie, ale również ukazują krzywy obraz rzeczywistości, lub inaczej to ujmując - nie tłumaczą rzeczywistości i nie są w stanie usprawiedliwić samego tłumaczenia.

Może Pan powiedzieć: "No tak, ale skąd wiesz, że właśnie Biblia jest Bożym Słowem?"

Otóż, Biblia jest ostatecznym, absolutnym i najwyższym punktem odniesienia. Właściwością najwyższej władzy jest to, iż żaden (zwykły) dowód nie może być przedstawiony na poparcie jej wiarygodności. Jeśli użyję czegokolwiek innego, oprócz Biblii, by ustanowić jej najwyższy autorytet (e.g. archeologia, zgodność historyczna, itp), w tym samym momencie to coś natychmiast staje się najwyższym autorytetem w miejsce Biblii. Wydaje mi sie, że nie musi Pan nawet przyjmować najwyższego autorytetu Biblii, aby się z tym faktem zgodzić. Tak więc, autorytet Biblii - ponieważ należy do "gatunku" najwyższych - musi spocząć w ostateczności na niej samej. I to właśnie usiłowałem Panu ukazać - że żaden zwykły dowód na poparcie tego, że Biblia jest Słowem Bożym nie jest możliwy - ale jednocześnie - w ogóle żaden dowód nie jest możliwy (za lub przeciwko Bogu [Biblii], lub jakikolwiek inny) jeśli odrzuci się Biblię. Żaden argument (poprawny lub nie), żadne poznanie (fałszywe lub prawdziwe) i żadne rozumowanie nie jest możliwe bez fundamentu jaki stanowi Boże Słowo. Wielcy filozofowie (o wiele lepsi ode mnie) usiłowali znaleźć taki fundament przy jednoczesnym odrzuceniu Boga, który przemówił w Biblii - wszyscy bez wyjątku skończli w sceptycyźmie, rozpaczy i mistycyźmie (D. Hume, L. Wittgenstien, itd).

Pewnie Pan zaoponuje: "Jak możesz mówić, że ja nie mogę argumentować jeśli odrzucę Biblię?! Sam jestem dowodem, że się mylisz - bo przecież argumentuję!" Dokładnie o to mi chodzi. Nie twierdzę, że Pan nie argumentuje. Twierdzę natomiast, że potrzebuje Pan mojego światopoglądu i mojego świata, aby móc to czynić. Innymi słowy, gdyby świat był tym czym Pan mówi, że jest - to nie byłby Pan w stanie żadnych z tych rzeczy (które Pan czyni) czynić.

To jest tak jak z człowiekiem, który argumentuje, że nie ma powietrza. Ale ktoś zauważa: "Gdybyś miał rację to nie mógłbyś argumentować." Na co pada odpowiedź: "Ale ja argumentuję!" Wtedy słyszymy cierpliwe tłumaczenie: "Nie mówię, że nie argumentujesz. Ale mówię, że gdybyś miał rację to nie mógłbyś argumentować."

Następnie może Pan powie: "Ale to jest obracanie się w kółko!" W odpowiedzi zapytam Pana o dowiedzenie stwierdzenia, że prawda jest logiczna bez logiki. Albo, dowiedzenie prawdziwości twierdzenia, że cała prawda pochodzi od zmysłów, przez zmysły. Tak więc to prawda, iż prawda Chrześciajństwa pochodzi z Biblii i opiera się o Biblię - ale to bynajmniej nie oznacza, że teraz pozostaje nam jedynie rzucanie na siebie wyzwisk jako metoda rozwiązania naszego dylematu. Mój dowód na to, iż Bóg istnieje (lub/i, że Biblia jest Jego Słowem) - jest wszystkouwzględniający - który uwzględnia nawet samo dowodzenie. Dowód ten opiera się na niemożliwości przeciwności. Jeśli Biblia nie jest Słowem Bożym - nie jesteśmy w stanie ani niczego wyjaśnić ani niczego wyjaśniać. Jedynie na chrześcijańskich założeniach możliwa jest nauka, postęp, jakakolwiek argumentacja czy statystyka. Każdy inny system niszczy siebie samego - czyli na swoich własnych założeniach redukuje się do niemego absurdu.

Jedynie Chrześcijaństwo jest w stanie wyjaśnić poznawalność jak i niepoznawalność świata (świat jest w pełni znany jedynie dla Boga - a dla człowieka tylko do stopnia do jakiego Bóg zechce mu go objawić). Tak więc, pomimo tego, że autorytet Biblii jest samoustanawiający - nie oznacza to, że jest to rozumowanie w błędne koło - ale w koło, które tłumaczy całą rzeczywistość i ludzkie doświadczenie - łącząc wszystkie elementy ze sobą we właściwe relacje (zachowując ich odrębność - unikalność) i rozróżniając jedne od drugich (zachowując ich klasę - jedność). Jest to autorytet Trójjedynego Boga, który wszystkim rzeczom wyznacza ich imię, miejsce, funkcję i cel w stworzonym porządku.