List do Ateisty cz.2 - Marek Kmieć

Drogi Panie Kaziku,

(...)

Dzisiaj dostałem książkę, którą Pan mi przesłał- dotarła w bardzo dobrym stanie- jest bardzo ładnie wydana. Tak bardzo Panu dziękuję- zanosi się na fascynującą lekturę. Już zacząłem czytać pierwszy rozdział. Serdecznie Panu dziękuję za Pana uprzejmość. Sprawił mi Pan dużą radość.

(...)

Ma Pan rację, że sprawa poznania jest kluczową w całej filozofii i religii. Każdy człowiek (bez względu na swoją "świadomość filozoficzną" ma ściśle określone podejście do tej sprawy). Myślę, że koniecznie trzeba znać całość, żeby poznać poprawnie (opisać poprawnie) jakąkolwiek część. Jednak sądzę, że żadna filozofia (czy światopogląd) nie jest w stanie poznać (opisać) całości. Z czym myślę, że Pan by się zgodził. Tak więc tylko chrześcijański światopogląd mówi o tym, że istnieje niezależny Bóg, który posiada całą wiedzę na temat wszystkiego (kompletny opis), i że źródłem tego opisu nie jest świat, ale On sam jest źródłem tej wiedzy (Bóg się nigdy nie uczy). Ponieważ On sam zna wszystko, On może nam dać autorytatywne objawienie na temat wszystkiego- i to właśnie uczynił w Biblii. Tak więc sądzę, że jeżeli człowiek ma mieć poprawną wiedzę na jakikolwiek temat to musi ona przyjść poprzez objawienie Boże. Oczywiście, że ja również poznaję przez zmysły itd.- jednak nie mam żadnych podstaw ku temu aby wierzyć swoim zmysłom lub żeby oczekiwać jednolitości (stałości zachowania) świata wokół mnie, o ile najpierw nie założę, że właśnie taki Bóg jaki się objawił w Biblii istnieje.

Dlatego bardzo ciekawe jest to co Pan mówi, że Pana prawda jest oparta na doświadczeniu. Chciałbym zadać pytanie- na jakim doświadczeniu? Czy zobaczył Pan kiedyś liczbę albo logikę albo prawdę albo miłość- czy dotknął Pan kiedyś liczby, albo czy Pan powąchał kiedyś liczbę? Albo czy kiedykolwiek doświadczył Pan przyszłości, że wypowiada się Pan na jej temat (kiedy mówi Pan o prawch i zasadach)? Przez wypowiadanie się na temat przyszłości świadczy Pan o tym, że nie samo doświadczenie jest Pana standartem- dlatego, że Pan tylko może opierać się na doświadczeniach z przeszłości (i nawet na to nie ma Pan podstaw). A poza tym, czy doświadczalnie stwierdził Pan prawdziwość twierdzenia, że cała prawda pochodzi przez doświadczenie? Przecież jeżeli mówi Pan, że dla Pana cała prawda pochodzi przez doświadczenie to na pewno sprawadził Pan doświadczalnie prawdziwość tego twierdzenia, że cała prawda pochodzi przez doświadczenie. Tego nie można dowieść bo prawdziwość twierdzenia nie jest czymś co dostrzega się zmysłami (nigdy np. to twierdzenie nie wyrosło u Pana w ogródku); a po drugie musiałby Pan znać wszystkie przypadki wszystkiego, aby tak kategorycznie stwierdzić, że cała prawda pochodzi przez doświadczenie zmysłowe. Lepsi niż ja filozofowie dowiedli bezpodstawności jakiegokolwiek poznania na podstawie zmysłów (B. Russell, D. Hume)Æ ich krytyka takiego poznania jeszcze nie została i nie będzie obalona ponieważ człowiek może pretendować do pełnego poznania, ale nigdy go nie posiądzie.

Wydawałoby się, że wszelkie prawdziwe poznanie jest niemożliwe. A jednak człowiek coś wie- jak to jest możliwe, gdyż nie wie przecież wszystkiego? Otóż to jest możliwe tylko dlatego, że człowiek (wierzący lub nie) zakłada istnienie Boga (List do Rzymian 1:21) i na tej podstawie oczekuje, że jego zmysły go nie mylą albo to, że przyroda będzie się zachowywała w regularny i przewidywalny sposób. Niewierzący jednak nie ma żadnej podstawy pod tą pewność.

Dlatego kiedy Pan pisze o niepewności w Pana poznaniu (czyli o prawdopodobieństwie) ja chciałbym zauważyć, że nawet na to nie ma Pan podstawy. Jeżeli mówi Pan o prawdopodobieństwie to nie ma Pan podstawy do tego dlatego, że potrzebny jest standard pewności aby nawet mówić o prawdopodobieństwie. A co dla Pana jest pewne? Jakieś stwierdzenie, które Pan przyjął na podstawie "ślepej wiary" tzn., że: "prawda oparta jest na doświadczeniu." Poszczególne przypadki nigdy nie mogą być mylone z zasadą lub prawem. Poszczególne przypadki nigdy nie mogą dać nam fundamentu pewności naszego oczekiwania na przyszłość- zachęciłbym Pana do lektury Dawida Huma, który bardzo jasno o tym mówi w swoich pracach- jego krytyka rzuca śmiertelne wyzwanie każdemu kto by się ośmielał budować jakiekolwiek poznanie jedynie na swoich zmysłach.

Nigdy nie mówiłem, że objawienie przekazuje nam całą i kompletną prawdę. Myślę, że ma Pan rację, że nie bylibyśmy jej w stanie pojąć. Objawienie przekazuje tylko pewne podstawowe prawdy na temat wszystkiego, ale kompletna wiedza na temat czegokolwiek jest zarezerwowana tylko dla Boga. Moja wiedza jest ograniczona ale pomimo tego jest ona jednak prawdziwa pomimo swej ograniczoności dlatego, że oparta jest ona na objawieniu Boga, który ma kompletne poznanie wszystkiego. Dlatego ja mam podstawę na pewność, prawdopodobieństwo, niepewność, szukanie miejsca pomyłki i prawdy. Oczywiście Pan powie, że to jest śmieszne albo przynajmniej całkowicie bezpodstawne stwierdzenie, ale ja wtedy poproszę aby Pan mi zaprezentował coś więcej niż Pana subiektywne i emocjonalne argumenty. Będę czekał na twarde racjonalne argumenty, podobne do tych jakich ja użyłem aby pokazać bezpodstawność ateistycznego światopoglądu.

Nie sądzę, że religie należą do tych dziedzin, o których racjonalnie nie można dyskutowć. Sądzę, że Pan sam nawet nie jest konsekwentny jeżeli chodzi o takie traktowanie religii. Najpierw Pan mówi, że religia nie ma podstaw sprawdzalnych (religie nie są racjonlne), ale zaraz potem bardzo jednoznacznie Pan argumentuje przeciwko prawdziwości twierdzeń religijnych (np. biblijnych). Myślę, że coś tu jest nie tak. Jeżeli by tak było jak Pan mówi, że religia jest tylko subiektywną, psychologiczną i nieracjonalną sprawą to dlaczego zajmuje się Pan jej krytyką? Np. Bibilia mówi, że świat został stworzony, że wiara w Boga nie jest wytworem ludzkiej psychiki ale wynikiem działania BogaÆ Pan mówi, że to nie jest prawda, ale że świat (materia) zawsze istniała i stara się Pan dowieść, że wiara w Boga (lub objawienie) jest tylko wynikiem aktywności ludzkiej psychiki. Nie wydaje mi się aby to było neutralne podejście do sprawy, i na pewno nie jest to podejście, które mówi, że z powodu nieracjonalności religii nie można dowodzić prawdziwości lub fałszywości danej religii. "Ładną" metodę Pan sobie obrałÆnajpierw Pan zdeklarował swoją "niewinną" neutralność i niemożliwość dowodzenia niczego w sprawach religijnych, ale zaraz potem (i cały czas) bardzo konsekwentnie zaczął Pan atakować wszelkie twierdzenia religijne podważając ich prawdziwość. Bardzo dobra taktyka wojenna+ najlepiej najpierw uśpić czujność przeciwnika przez pozornie pokojowe posunięcia, aby wkrótce tym mocniej i skuteczniej uderzyć. Nawet nie wnikając (na razie) w Pana argumenty już Pan dowiódł, że nieprawdą jest, że religia jest nieracjonalna dlatego, że zaczął ją Pan podważać.

Religia, jak każda inna dziedzina życia, może być opisywana i oceniana w kategoriach prawdziwości lub fałszu. Religia nie jest sprawą nieracjonalną i subiektywną (czego Pan sam dowiódł poddając ją ocenie). No więc kiedy dowiedliśmy, że i religie mogą być rozpatrywane racjonalnie to chciałbym zaznaczyć, że moim postulatem jest, że po właśnie takiej ocenie wszystkie religie bez wyjątku rozpadają się w drobny miał (są sprzeczne) z wyjątkiem prawdziwej religii chrześcijańskiej. Jaki jest mój dowód? Taki, że tyko na podstawach chrześcijańskich jakiekolwiek dowodzenie wogóle jest możliwe. Bez Boga, który objawił Siebie w Biblii, nie ma podstaw (nie może być mowy) o żadnych prawch (natury czy moralnych)- są tylko odosobnione przypadki, nie ma mowy o żadnych prawach logiki, o żadnym poznaniu, o niczym- najwięksi ateiści tego dowiedli. Bez Boga całe pojęcie sprawiedliwości czy poprawności sprowadza się do czyjegoś "widzimisię".

Dlatego, kiedy Pan pisze, że objawienie trudno odróżnić od imaginacji sugeruje Pan, że to po prostu może być wytwór wyobraźni osoby wierzącej- czy to jest obiektywne podejście do sprawy? Czy zaprezentował Pan dowody na to, że każde objawienie jest wynikiem działania mózgu? Skąd ta pewność? Czy widział Pan (lub jakiś naukowiec) działanie mózgu, które odpowiada objawieniu? Jedną sprawę chciałbym tutaj wyjaśnić- kiedy mówię o objawieniu to ściśle mówiąc mam na myśli oświecenie. Bóg objawił Siebie i swoją wolę w Biblii- On oświeca mnie abym mógł wierzyć (rozpoznać) prawdziwość Jego objawienia (potocznie mówiąc: Bóg objawia ludziom prawdziwość swojego objawienia tj. Biblii). Ale czy przynajmniej dostrzega Pan to, że jest Pan wrogo ustosunkowany do twierdzeń Biblii zarzucając im fałsz?

Myślę, że ma Pan rację, że w pewnym sensie wszystko (nawet fałszywe rozwiązania do jakich ludzie dochodzą) są wynikiem Bożego działania tzn. stanowią one część Bożego planu. Jeżeli Bóg by ich nie opisał nie mogłyby zaistnieć. Bóg jednak opisał je w taki sposób, że te fałszywe rozwiązania są czynione w odpowiedzialny i wolny sposób przez człowieka. Natomiast prawdziwe rozwiązania do jakich człowiek dochodzi przychodzą do niego poprzez łaskawą działalność Boga dzięki pracy na krzyżu, którą wykonał Chrystus. I właśnie tylko dlatego, że istnieje konieczny byt Boży ludzie mogą dyskutowć (do czasu) o tym czy On jest czy Go nie ma -- cały czas zakładając niezmienny standard prawdy, który rozsądzi ich dysputy. Pytam się -- skąd ta nadzieja na rozwiązanie??!! Ja mam podstawę- jaką ma Pan? Musi Pan jakąś mieć chociażby dlatego, że Pan argumentuje. Skazany jest Pan na ciągłe miotanie się między kompeltnym sceptycyzmem a (ślepą) wiarą w możliwość jakiegoś tam poznania i rozwiązania -- bo inaczej się przecież nie da.

W jednym z listów wspomniał Pan o tym, że Biblia podaje, że to Dariusz a nie Cyrrus zdobył Babilon. Nie znam wytłumaczenia tej kwestii- wiem tylko, że Daniel był świadomy istnienia Cyrrusa i wspomina go wielokrotnie w różnych miejscach (Daniel 6:28; 10:1). Widzę osobiście kilka możliwości- Dariusz mógł być namiestnikiem (jednym z dowódców) Cyrrusa, albo chodzi tutaj o któregoś z królów perskich (np. Dariusz I też uśmierzył bunt w Babilonie). Księga Daniela nie jest księgą, która rozwija się chronologicznie. To nie oznacza, że jest to (albo może to być) księga nieścisła historycznie. Przykro mi, że akurat w tej kwesti nie jestem w stanie zaproponować Panu porządnej odpowiedzi.

Wspomniał Pan coś także na temat stosunku do teorii Darwina w kościele protestanckim. O ile się orientuję to rzeczywiście kościół katolicki nie ma większych problemów z teorią ewolucji; jeżeli natomiast chodzi o kościół protestancki to różnie to bywa. Dużo jest kościołów, które nie widzą problemu w przyjmowaniu ewolucji Darwina. Większość jednak nie zgadza się z tym, że te dwa podejścia (Biblia i Darwin) można pogodzić (ja też do nich należę). Przyczyna dla której niektórzy protestanci przyjmują teorię ewolucji może być dwojaka: albo nie są oni świadomi konsekwencji takiego kroku albo uznają naukę za najwyższy standard do którego następnie trzeba dopasować to co mówi Biblia (a nie na odwrót). Poza tym nie dostrzegają tego, że jako teoria ewolucja jest całkowicie zbankrutowaną teorią. Przecież nikt z liczących się naukowców już w nią nie wierzy. Stephen J. Gould z Harwardu wierzy przecież w teorię punctuated equilibrium, dr. Collins (kustosz British Museum) również w nie wierzy w ewolucję. Jak na razie to potrzeba tysięcy form przejściowych, aby teoria Darwina się ostała- na razie nie mamy jednego potwierdzonego przypadku odkrycia takiej formy.

Pisze Pan, że nie powinienem być zaskoczony, że nie jest Pan ateistą. Oficjalnie Pan tak mówi- mówi Pan, że nie ma Pan dowodów ani za ani przeciw istnieniu Boga. To jest bardzo ciekawe, że jednak bardzo konsekwentnie tłumaczy Pan każde zjawisko i każdą rzecz tak jakby On nie istniał- czyli każdy fakt w Pana ujęciu zmienia się w fakt, który dowodzi jednak, że Boga nie ma (bo wszystko może mieć tylko naturalne wytłumaczenie Æ tylko takie wytłumaczenie Pan dopuści) a nie, że On nawet może być. I gdzie się podziała Pana rzekoma otwartość? Proszę mnie źle nie zrozumieć- nie chcę powiedzieć, że ja jestem bardziej neutralny niż Pan- nic z tych rzeczy. Dla mnie z kolei każdy fakt jest dowodem na to, że Bóg istnieje. Czy więc istnieje możliwość rozwiązania naszego dylematu- OCZYWIŚCIE, że tak! Po prostu musimy porównać nasze światopoglądy i zobaczyć na czyjej podstawie mamy prawo mówić o jakimkolwiek poznaniu, moralności, logice, racjonalności, godności, etc. Porównajmy i zobaczmy czyj światopogląd niszczy te wszystkie rzeczy. Moim postulatem jest, że każdy światopogląd z wyjątkiem chrześcijańskiego (tak samo świecki jak i religijny) redukuje się do zera na swoich własnych założeniach.

Napisał Pan w swoim liście, że nie chciałby Pan utracić możliwości odkrywanie nowych prawd rządzących światem (w hipotetycznym wypadku gdyby Pan miał zostać chrześcijaninem). Wydaje mi się, że jest Pan zbyt dużym optymistą- właśnie chodzi o to, że (jak to zresztą Pan sam powiedział) Pan tak naprawdę NIC nie może poznać dopóki dopóty Pan nie pozna wszystkiego albo dopóty Pan nie pozna Tego, który zna wszystko; czyli dopóty Pan trwa w swoim buncie przeciwko Bogu, który użycza Panu każdego oddechu. Nie chodzi o odkrywanie nowych prawd- ale chodzi o możliwość odkrywania jakichkolwiek prawd. Nitzche dobrze zauważył, że "a jednak ciągle wierzymy w Boga dlatego, że wierzymy w gramatykę."

Mam nadzieję, że w niczym co napisałem w tym liście nie obraziłem Pana. Jest przekonany, że już na tyle się znamy, że nie muszę nawet zadawć tego pytania. Przecież tylko wtedy możemy się czegoś nauczyć kiedy będziemy szczerze siebie traktowali. To jest to co sobie również bardzo cenię u Pana, Panie Kaziku, że Pan nic nie wycisza ze swoich argumentów, ale pisze Pan tak jak Pan myśli o moim stanowisku. Dziękuję za to.

Proszę pozdrowić Panią Anię ode mnie.

Ciekawy jestem Pana uwag na temat tego listu. Pogoda tutaj się trochę popsuła- bez przerwy pada deszcz od dwóch dni.

(...)

Będę już kończył, chciałbym wysłać dzisiaj ten list. Jeszcze raz gorące pozdrowienia dla Pana i Pani Ani,

Z serdecznym uściskiem, Marek Kmieć