Dlaczego nie wziąłem udziału w modlitwie o pokój Asyż w Gdańsku? - Paweł Bartosik

Od kilku lat 27 października jest corocznym dniem międzyreligijnej inicjatywy pod nazwą "Asyż w Gdańsku". Pod symbolicznym namiotem na dziedzińcu gdańskiego (franciszkańskiego) kościoła Świętej Trójcy modlą się przedtawiciele kościołów chrześcijańskich, gminy muzułmańskiej i żydowskiej. Inspiracją dla idei spotkania jest modlitwa papieża Jana Pawła II z przedstawicielami światowych religii w Asyżu, która miała miejsce 27.X.1986 r.

W 2008 r. kilka dni przed ówczesnym „Asyżem w Gdańsku" zostałem przez organizatorów telefonicznie zaproszony do uczestnictwa we wspólnej modlitwie. Samo zaproszenie na to medialne i międzywyznaniowe wydarzenie było miłym gestem za co zresztą serdecznie podziękowałem, musiałem jednak grzecznie odmówić podając powody, dla których jako chrześcijanin nie powinienem i nie chcę angażować się w modlitwę w "duchu Asyżu".

Jedno z pierwszych pytań, które od razu w tym kontekście mi się nasuwało, i którego nie omieszkałem zadać organizatorowi brzmiało: "do kogo będzie skierowana wspólna modlitwa?". Mój rozmówca, chyba lekko zmieszany i zdziwiony tak postawionym pytaniem poinformował mnie, że każdy przedstawiciel reprezentowanej religii będzie się modlił do "swojego Boga". Zaskoczyło mnie to tym bardziej, że dzwoniący do mnie pan w pewnym stopniu podzielał moje wątpliwości czy aby na pewno tego typu inicjatywa jest zgodna z upodobaniem Bożym wyrażonym w Piśmie Św. W życzliwy sposób wymieniliśmy ze sobą kilka uwag związanych z podejściem Słowa Bożego wobec omawianej kwestii i dziękując sobie wzajemnie za rozmowę zakończyliśmy telefoniczną konwersację.

Dlaczego więc odmówiłem udziału i nie pochwalam tego rodzaju modlitwy o pokój odbywającej się w ramach przedsięwzięcia "Asyż w Gdańsku"? Z kilku powodów. Ich wspólnym mianownikiem jest treść Pisma Św., które jest całkiem jasne jeśli chodzi o nauczanie związane z tym do kogo, przez kogo, z kim i w jaki sposób powinna być wznoszona modlitwa do Boga (m.in. o pokój). Oto powody:

1. Z powodów historycznych

Przypomnę krótko jaka była idea i co miało miejsce w Asyżu 27.X.1986 r. Na zaproszenie papieża Jana Pawła II 47 delegacji reprezentujących - poza chrześcijańskimi - 13 religii świata przybyło, by modlić się o pokój. Według samego Jana Pawła II Asyż był o tyle ważny, że stanowił "publiczną manifestację, nauczanie poprzez fakty, zrozumiałą dla wszystkich katechezę o tym, co zakłada i oznacza wiara w ekumenizm i dialog międzyreligijny zalecana przez Sobór Watykański II"[1] Asyż stanowił według polskiego papieża model dla tego rodzaju spotkań. Jak wyglądała praktyczna realizacja modlitwy o pokój różnych religii? W taki sposób opisuje to spotkanie Adam Branicki: „Jedni po drugich, buddyści, hinduiści, dźiniści, muzułmanie, szintoiści, afrykańscy animiści, bahaiści, żydzi i chrześcijanie, w głębokim poszanowaniu dla swych własnych "tradycji religijnych", posłusznie podążając swymi drogami zbawienia, złożyli swym bóstwom modły o pokój. Drogi zbawienia nauczane przez Siddhartę Gautamę (zwanego "Buddą") i Shantiwedę, Shankara, Wardhamanę Mahavirę, Mahometa, Nanaka Devę, mitycznych Przodków, Zaratustrę, Mojżesza i Jezusa z Nazaretu - wszystkie one stanęły w jednej linii. Na oczach całego świata, jako "Potęgę Najwyższą" lub "Boga", zaprezentowano obok siebie jednego po drugim: Buddę, Bodhisattvę, boskiego Brahmana, Dźinę, Allaha, świętą Kami, Nam-Sata, Wielkiego Grzmota, Manitou, Ormuzda, Jahwe i Boga Trójjedynego".[2]

Historyczne spotkanie w Asyżu nie było jednorazowym, przypadkowym spotkaniem. Otworzyło ono drzwi do dalszych tego typu inicjatyw i stało się publicznym świadectwem oraz „katechezą" dla rzeszy milionów wyznawców światowych religii nauczającą, że w gruncie rzeczy wszyscy wierzymy w ten sam „Byt Najwyższy", jedynie nazywając go w nieco odmienny sposób.

A. Branicki zauważa: „Wielu upatrywało w tym wydarzeniu aktu synkretycznego, zmierzającego do stworzenia jednej super-religii; inni znamienici przedstawiciele hierarchii kościelnej zwracali uwagę na świętokradztwa, jakie miały miejsce w kościołach Asyżu podczas tego wielkiego międzyreligijnego spotkania. Jeszcze inni wielbili Asyż jako przejaw teologicznej otwartości, tolerancji religijnej, mocno spóźnionego rozpoznania wszystkich religii jako uprawnionych środków zbawienia i różnych dróg objawienia Bożego; jako powszechną proklamację podstawowej jedności i podobieństwa między religiami".[3]

2. Z powodu treści pierwszego przykazania Dekalogu

Uwielbienie dla idei Asyża przesłoniło o wiele bardziej istotną refleksję nad pytaniem o wierność chrześcijanina wobec słów Chrystusa i apostołów w stosunku do objawienia Pisma Św. oraz wyznawców innych tradycji religijnych, wierzeń.

Zamiast szukać odpowiedzi w społecznej akceptacji bądź dezaprobaty wobec tego typu przedsięwzięć, jako chrześcijanin zadaję sobie pytanie: „Co na ten temat mówi Pismo Św.?" Nie trzeba zbyt wiele wysiłku by odkryć, że „asyżański" synkretyzm religijny jest jednoznacznym złamaniem pierwszego przykazania Dekalogu oraz nauczania całego Pisma Św. o istnieniu Trójjedynego Boga – Ojca, Syna i Ducha Św., który wielokrotnie i jednoznacznie ostrzegał Swój Lud przed religijnym synkretyzmem i kultem skierowanym do oraz „w towarzystwie" innych „bogów" (Wj 22,20; 23,30; Pwt 4,28; 7,1-4; 11,16; 13,7-9; 29,17; Joz 24,15-16; Sdz 10,6; 2 Krl 17,33-38; 2 Krn 28,25; Jer 7,18).

3. Tolerancja i dialog nie oznaczają wspólnego kultu

Asyż był pogwałceniem istoty kultu ustanowionego przez Boga. O ile z przedstawicielami niechrześcijańskich religii jako chrześcijanie możemy i powinniśmy prowadzić dialog na temat interpretacji historii, filozofii, zagadnień etycznych i teologicznych, jednak nie znajdujemy w Piśmie Św. wzmianki na temat spotkań o charakterze kultowym (modlitwy, nabożeństwa) proroków, apostołów i samego Chrystusa z czcicielami "bogów" innych od Jedynego Boga Jahwe. Słowa Wielkiego Posłannictwa Chrystusa z Mt 28:18-20 („Idźcie i czyńcie uczniami wszystkie narody") mają raczej charakter misyjny wobec innych tradycji religijnych niż akceptujący je jako objawione przez Ojca alternatywne drogi zbawienia.

Dialog i tolerancja to więc nie to samo co jedność i akceptacja treści głoszonych przez niechrześcijańskie religie. Chrześcijanin powinien być otwarty na poznawanie innych tradycji wyznaniowych, nie idąc jednocześnie na kompromis względem przekonania o wyjątkowości i wyłączności Bożego objawienia przekazanego w księgach Starego i Nowego Testamentu.

4. Grzeszna i błogosławiona jedność

W czasach dążenia do monistycznego ujednolicenia nieomal wszystkiego (ludzkości, mapy politycznej, religii, płci) twierdzenie, że niektóre podziały oraz rozróżnienia są dobre i zgodne z Bożym zamierzeniem jest niepoprawne politycznie.

Reformacja była podziałem Kościoła. Nie ma co do tego żadnych wątpliwości. Jednak błędnie byśmy ją ocenili gdybyśmy stwierdzili, że jedność jest wartością absolutną i z powodu jej rozdarcia reformacja była grzechem. Jedność nie jest wartością samą w sobie. Nie każda jedność podoba się Bogu. Np. budowa wieży Babel, jedność Kościoła w wyznawaniu fałszywej doktryny, zjednoczenie wszystkich religii, zacieranie różnic między kobietą a mężczyzną - nie mają nic wspólnego z Bożym upodobaniem.

Spójrzmy na istotę samego Boga. Bóg jest jeden. Jednocześnie istnieje w Trzech Osobach, które są odrębne względem siebie. Ojciec nie jest Synem, Syn nie jest Duchem. Jedność i rozróżnienie składają się na samą istotę Bożej natury. Ma to odzwierciedlenie w opisie stwarzania świata, w którym Stwórca oddziela wody pod sklepieniem od wód nad sklepieniem, jeden dzień od pozostałych sześciu, człowieka od reszty stworzenia, (i później) Izrael od reszty narodów, kościół od przedstawicieli innych religii, filzofii, sposobów życia. Jedność i rozróżnienie są tak samo ostateczne w istocie Boga. Chcąc być wiernymi wobec Jego natury i zamysłów musimy podtrzymywać, a nawet zabiegać o pewne rozróżnienia tam gdzie są one zacierane – zniekształcając Boże objawienie i zamysły.

Idea Asyżu zaciera różnice tam gdzie powinny być one uwypuklane aby prawda mogła być w zrozumiały, klarowny sposób wyartykułowana i oddzielona od błędów. Bóg islamu czy nawet judaizmu (czyli faryzeuszy z czasów Jezusa) nie jest Trójjedynym Bogiem Biblii. "Asyż" niszczy to rozróżnienie - głosząc fałszywą teologię.

Jezus wskazywał faryzeuszom oraz saduceuszom, że ich problemem nie było zbyt ścisłe przylgnięcie do Pism lecz niewiara w Pisma (np. słowa Mojżesza) oraz Jahwe: "Gdybyście jednak uwierzyli Mojżeszowi, to byście i Mnie uwierzyli. O Mnie bowiem on pisał" - Jn 5:46, "Jezus im odpowiedział: Jesteście w błędzie, nie znając Pisma ani mocy Bożej". - Mt 22:29, "Rzekł do nich Jezus: Gdyby Bóg był waszym ojcem, to i Mnie byście miłowali. Ja bowiem od Boga wyszedłem i przychodzę. Nie wyszedłem od siebie, lecz On Mnie posłał". - Jn 8:42. Z powyższych powodów nie mamy odnotowanej ani jednej modlitwy Jezusa do Ojca wznoszonej wraz z faryzeuszami i uczonymi w Piśmie, bądź też Eliasza z czcicielami Baala.

5. Nasze tak ma być tak, a nie - nie.

Podejście do spotkań, takich jak „Asyż w Gdańsku" jest publiczną deklaracją przekonań dotyczących tego jakie miejsce zajmuje Chrystus w naszym życiu. Czy uważamy Go za jedną z wielu dróg do poznania prawdziwego Boga czy też za jedyną drogę do Ojca (Jn 14:6; Dz. Ap. 4:12). Czy Boży Syn jest jedną z opcji i przypuszczeń czy odpowiedzią i prawdą? W czasach gdy religię „po kantowsku" sprowadza się do roli subiektywnej niesprawdzalności oraz irracjonalnego przypuszczenia mało kogo już dziwi wizerunek papieża Jana Pawła II „medytującego przed wielkim posągiem Buddy, uczestniczącego w rytuałach animistów, którzy przywołują duchy swoich przodków, otrzymującego od rytualnie przybranej Hinduski Tilac, znak wyznawców śiwy, chwalącego wyznawców kultu voo-doo za wierność tradycjom ich ojców, czy też całującego Koran".[4] Asyż przyczynił i przyczynia się poprzez pielęgnowanie jego wymowy inicjatywami takimi jak "Asyż w Gdańsku", do obcego Biblii przekonania nikt nie ma prawa (bo jak mamy się o tym przekonać?) stawiać jednej religii ponad inną ze względu na prawdy, które głoszą. To osłabianie siły wymowy ostatnich słów Chrystusa na ziemi przed odejściem do Ojca - aby jego wierni uczniowie idąc na cały świat czynili Jego uczniami wszystkie narody.

Nie jestem pewien jakie uzasadnienie własnego zaangażowania w „Asyż w Gdańsku" podaliby uczestniczący w nim przedstawiciele chrześcijańskich kościołów. Jednak bez względu na to, faktem jest, że swoją obecnością reprezentanci ogromniej części kościoła powszechnego zamanifestowali treści jednoznacznie wprowadzające konflikt między biblijnym objawieniem, a ideą, która stoi za jedynie z pozoru jak widać neutralną religijnie „modlitwą o pokój". W ten sposób kościół „przyczynił się" do proklamacji i umacniania w naszym kraju błędnego przekonania o podstawowej jedności reprezentowanych religii jako różnych sposobów objawienia tego samego Boga, bez względu na to czy nazwiemy go Allah, Jahwe, Jezus, Sziwa, Wisznu, czy Kryszna. Chcąc pozostać wierny Bożemu objawieniu i słowom Chrystusa – nie mogę i nie chcę brać udziału w międzyreligijnej modlitwie „Asyż w Gdańsku".

[1] Przemówienie Papieża skierowane do kardynałów i członków Kurii Rzymskiej 22 grudnia 1986 r., "L'Osservatore Romano", 5 stycznia 1987 r., s. 7.

[2] A. Branicki, Synkretyzm religijny Jana Pawła II, http://www.bibula.com/news/02473.pdf, z dn. 2008-11-10.

[3] Tamże.

[4] Tamże