Czy człowiek jest jak puszka Coca Coli? - Paweł Bartosik

Niekiedy można usłyszeć opinię, że to nie Boże objawienie lecz ludzki mózg jest źródłem poznania świata. Niestety rzadko kiedy zwolennicy tego poglądu wskazują na to który mózg posiada właściwość poprawnego poznania. Jeden z moich rozmówców broniąc wiarygodności nauki, która bada ludzki mózg stwierdził, że "zaczęto zaglądać do mózgu, aby zobaczyć, co się w jego wnętrzu dzieje, kiedy jest zakochany, wściekły, zakłopotany, kłamiący, szczery, itd."


Nie kwestionuję wartości badań nad pracą mózgu jednak jeśli wszystko chcielibyśmy sprowadzić do procesów w nim zachodzących, odrzucając wiarę w metafizykę, niematerialną rzeczywistość, Boga objawionego w swoim Słowie (Biblii) wówczas powinniśmy sobie odpowiedzieć na proste pytania: na jakiej podstawie możemy wartościować procesy, które w poszczególnych mózgach znajdują naukowcy? Dlaczego proces wywołujący "kłamliwość" jest etycznie gorszy od procesu wywołującego "szczerość"? Kto ustala kryterium oceny? Skąd założenie, że powinniśmy je oceniać? Nigdy nie słyszałem by naukowcy badając reakcje zachodzące w wyniku potrząsania i otworzenia puszki coli określali je w kategoriach moralnych. Gdyby to jednak zrobili - powinniśmy głęboko się zastanowić nad ich kompetencjami :)


Oczywiście nawet materialistyczny ateista, który wierzy, że człowieka można opisać wyłącznie za pomocą pierwiastków i wzorów chemicznych wartościuje te rzeczy (inaczej się nie da w Bożym świecie). Jednak wciąż nie słyszymy o przyczynach oraz kryteriach wedle których to robi. Jest to zupełnie niekompatybilne z jego założeniami.


Na lekcji chemii po wykonanym eksperymencie nigdy nie usłyszałem od mojego nauczyciela: "ten wybuch był bardzo etyczny", "to połączenie substancji jest sprawiedliwe", "to spalanie jest niemoralne". I całe szczęście. Tymczasem materialistyczny ateista nieustannie używa takich określeń wobec procesów chemicznych dokonujących się w ciele człowieka (włączając w to pracę mózgu, ruchy kończyn itp.)! Wielokroć porzuca swoje założenie, że człowiek jest tylko materią oraz substancją i staje na "chrześcijańskiej podłodze" zakładając, że jednak nie jesteśmy jak potrząśnięta i otworzona puszka coli. Uważa bowiem, że jednak należy oceniać w kategoriach moralnych ruchy kończyn, sprzężenia w krtani, powodujące wydobywanie się dźwięków, wyładowania atomów w czaszce... Sam to robi każdego dnia.