Czy przynależność do kościoła jest konieczna? - Jonathan Dunkel

„Lecz wy podeszliście do góry Syjon i do miasta Boga żywego, do Jeruzalem niebieskiego i do niezliczonej rzeszy aniołów, do uroczystego zgromadzenia i zebrania pierworodnych, którzy są zapisani w niebie, i do Boga, sędziego wszystkich, i do duchów ludzi sprawiedliwych, którzy osiągnęli doskonałość" Hbr. 12:22-23

Z powyższego tekstu można rozumieć, że imiona członków Kościoła Bożego są zapisane są w niebie. Czyż nie jest to wspaniałe? Myślę, że gdyby ludzie o tym wiedzieli, każdy chciałby stać się jego członkiem. Tymczasem bywa inaczej. Nieraz spotkałem ludzi, którzy nie chcą należeć do żadnego Kościoła. Mają na to różne argumenty. Jest jednak chyba tylko jeden uzasadniony argument, a mianowicie: Nie znalazłem jeszcze Kościoła, który uczy tego, czego uczy Pismo Święte. Taki argument potrafię zrozumieć, gdyż sam też nie chciałbym należeć do Kościoła, który nie uczy tego, czego uczy Biblia. Przyjrzyjmy się niektórym z tych wymówek.

Niektórzy ludzie mają opór przed przystąpieniem do Kościoła Bożego, gdyż nie czują się dość godni, aby być jego częścią. I miejsce takich ludzi jest właśnie w Kościele. Gorzej, kiedy kto mówi: Kościół to ma szczęcie, że ma kogo takiego jak ja. Kościół potrzebuje ludzi skromnych, którzy nie uważają się za dobrych, gdyż zgodnie z Biblią na ziemi nikt nie jest dobry tylko Bóg. Skromność polega na tym, żeby to rozumieć.

Pewnego razu do Świątyni przyszło dwóch ludzi. Pierwszy był pobożnym faryzeuszem. W modlitwie zwierzył się Bogu, że nie oszukuje, chodzi do synagogi, wspomaga ubogich, a zatem wszystko jest z nim w porządku i łaski Bożej mu nie potrzeba. Drugi był celnikiem, który uderzył się w pierś, gdyż czuł się niegodny w obliczu dobrego Boga. Pan Jezus powiedział, że celnik odszedł usprawiedliwiony, gdyż nie uważał się za dobrego sam w sobie.

Ktokolwiek więc nie czuje się dość godny, aby być w Bożym kościele, powinien się do niego jak najszybciej przyłączyć, gdyż właśnie takich w nim potrzeba.

Inni nie przyłączają się do Kościoła, gdyż jest w nim ich zdaniem zbyt wielu hipokrytów. Kto jest hipokrytą? Ten, kto wie co jest słuszne, ale nie robi tego. W takim razie, gdzie jest więcej hipokrytów: w Kościele, gdzie ludzie przynajmniej próbują robić to, co słuszne, czy też poza Kościołem, gdzie ludzie wiedzą co powinni robić, ale tego nie robią? Znacznie więcej hipokrytów jest mimo wszystko poza Kościołem niż w nim.

Oczywiście nikt nie zaprzeczy, że w Kościele obok dobrego jest i zło. Pan Jezus powiedział, że sieć Ewangelii łapią się nie tylko dobre, ale i złe ryby. Nakazał też, aby pozwolić pszenicy róść razem z kąkolem. Czy byłoby jednak logiczne odrzucić Bożą ofertę tylko dlatego, że w sieci są i złe ryby?

Coraz modniejszą wymówką stają się słowa: Nieważne czy się należy do Kościoła czy nie. Nie robi to żadnej różnicy. Z taką postawą można się także spotkać w odniesieniu do przykazań Bożych. Czy to słuszna postawa? Czy można lekceważyć Boże wymagania? Czy istotnie nie robi to żadnej różnicy czy jesteśmy w Kościele czy też nie?

Bóg w naszych czasach wywołuje ludzi z Babilonu (Obj. 18:4). Do czego wywołuje ludzi? Czy do niczego? Czy do świata? Nie, gdyż świat jest w opozycji do Ewangelii. Bóg wywołuje ludzi z Babilonu, aby weszli do Jego Kościoła.

Kościół jest pełen słabych, niedoskonałych ludzi, którzy razem mają moc, jakiej nie mieliby, gdyby pozostali osobno. Ci sami ludzie razem jako Kościół uczynią bez porównania więcej niż w pojedynkę. Weźmy na przykład nakaz Pana Jezusa, aby iść na cały świat i nauczać prawd Bożych (Mt. 28:19). Jak wiele zdziałalibyśmy w pojedynkę, gdybyśmy chcieli zanieść Ewangelię całemu światu? Niewiele. Razem jednak możemy zrealizować wyznaczoną przez Jezusa misję.

Kolejnym argumentem przeciwko wejściu do Kościoła jest to, że jest on zorganizowany, zaś niektórzy ludzie mają awersję do jakiejkolwiek organizacji. Twierdzą, że Kościół to tylko mistyczne, niewidzialne ciało. Jednakże Kościół Boży był zorganizowany od samego początku. Składał się z diakonów, starszych, pastorów, którzy spotykali się na zjazdach czy soborach, gdzie zapadały decyzje wiążące wszystkie chrześcijańskie Kościoły (Dz. 15). Nie miałoby to miejsca, gdyby Kościół był niezorganizowany. Nowotestamentowy Kościół posiadał jednak strukturę organizacyjną, toteż oczekiwać należy, że i dzisiejszy Kościół Boży musi mieć taką strukturę, aby mógł sprawnie funkcjonować. Na przykład, Pan Jezus nauczał, że wierzący, którzy publicznie łamią Boże nakazy mają być napomniani, a jeśli nie posłuchają - usunięci z Kościoła (Mt. 18:15-18). Jak można byłoby kogo usunąć z Kościoła, gdyby nie było organizacji, ani też konieczności przynależności do Kościoła?

Wczesny Kościół był zorganizowany, dlatego że w jedności jest moc, a w podziale słabość. Jeden patyk łatwo złamać, ale kilka patyków razem wziętych nie sposób złamać, gdyż mają siłę, której nie mają z osobna.

Pewien człowiek odszedł od Kościoła. Po jakim czasie odwiedził go pastor. W milczeniu siedzieli przed kominkiem. Pastor zastanawiał się, jak przemówić do niego, aby zrozumiał, jak wielką szkodę ponosi, odsuwając się od Kościoła. Uchwycił szczypcami żarzący się węgielek i położył go na blacie przed kominkiem. Minęła chwila i węgielek przestał się żarzyć, po czym zupełnie sczerniał. Wtedy pastor powiedział temu człowiekowi: Tak stanie się z Tobą. Kiedy odejdziesz od Kościoła z czasem opuści Cię żar dla Pana i Jego sprawy. Potem pastor uchwycił węgielek w szczypce i włożył go z powrotem między te, które płonęły w kominku. Po chwili węgielek zapalił się i żarzył tak samo, jak pozostałe.

Razem stajemy się silni, osobno jesteśmy słabi. Biblia nie przypadkiem przyrównuje Kościół do ciała. Tak jak ono składa się z wielu różnych, ale współzależnych organów, tak Ciało Chrystusa ma wiele członków. Kościół jest zespołem, a nie spektaklem jednego czy kilku aktorów. Ciało działa właściwie dopiero, gdy każdy członek spełnia w nim swą funkcję. Apostoł Paweł napisał:

Albowiem jak ciało jest jedno, a członków ma wiele, ale wszystkie członki ciała, chociaż ich jest wiele, tworzą jedno ciało, tak i Chrystus; bo też w jednym Duchu wszyscy zostaliśmy ochrzczeni w jedno ciało - czy to Żydzi czy Grecy, czy to niewolnicy, czy wolni, i wszyscy zostaliśmy napojeni jednym Duchem. Albowiem i ciało nie jest jednym członkiem, lecz wieloma. Jeśliby rzekła noga: Ponieważ nie jestem ręką, nie należę do ciała; czy dlatego nie należy do ciała? A jeśliby rzekło ucho: Ponieważ nie jestem okiem, nie należę do ciała; czy dlatego nie należy do ciała? Jeśliby całe ciało było okiem, gdzież byłby słuch? A jeśliby całe ciało było słuchem, gdzież byłoby powonienie? Gdyby całe ciało było wzrokiem, gdzież byłby słuch? Lub gdyby całe było słuchem, gdzież byłoby powonienie? Lecz Bóg, tak jak chciał stworzył różne członki umieszczając każdy z nich w ciele. Gdyby całość była jednym członkiem, gdzież byłoby ciało? Tymczasem za wprawdzie liczne są członki, ale jedno ciało. Nie może więc oko powiedzieć ręce: 'Nie jesteś mi potrzebna', albo głowa nogom: 'Nie potrzebuję was'." (1 Kor. 12:12-22).

Niewielkie organy, jak oczy czy język, są nie mniej ważne, niż ręce czy uszy. Serce czy płuca wykonują pracę, bez której nie moglibyśmy żyć, choć są niewidoczne. Nerki czy wątroba nie otrzymują takich pochwał, jak ładna buzia czy uzębienie, ale są przynajmniej tak samo ważne.

Bóg wyposażył każdego z nas w unikalną kombinację osobowości, zamiłowań i darów, abyśmy mogli mieć unikalny wkład w rozwój Ciała Chrystusa, tak aby w Kościele nie brakowało żadnej umiejętności. Czasem komu z nas może się wydawać, że skoro nie posiada jakich widocznych darów, to znaczy, że ich nie ma wcale i może nic nie robić, ale w ten sposób składa jedynie fałszywe świadectwo o Bogu.

Pod koniec wojny, kiedy brakowało mężczyzn do służby wojskowej, zaczęto powoływać niemal każdego. Przed komisją stanął młody człowiek bez rąk. Zdumiony, że powołują go do armii, zaprotestował mówiąc:

„A na cóż ja mogę się przydać w wojsku!?"

Mimo to wcielono go do jednostki. Podczas szkolenia, oficer powiedział do niego:

„Czy widzisz na wzgórzu chłopaka, który pompuje wodę? Idź i mów mu za każdym razem, gdy wiadro będzie pełne wody."

Widząc zdziwienie na twarzy bezrękiego żołnierza, oficer dodał:

„On jest niewidomy."

Nikt nie ma wszystkich potrzebnych darów, toteż nawet jeśli masz ich kilka, współpracując z innymi otrzymujesz zawsze więcej, niż dajesz. Bóg nie błogosławi niezależności w Ciele Chrystusa. Pragnie, abyśmy byli współzależni, to znaczy zachowali niezależność, ale będąc cząstką czego większego niż my sami.

Wchodząc w Ciało Chrystusa, stajesz się współwłaścicielem darów pozostałych członków. Co dajesz w zamian? Czy inni nie mają prawa czuć się oszukani, nie mając udziału w owocach twoich darów? Dlaczego ci, którzy usługują tobie mają obejść się twego wkładu? Nie korzystając ze swych darów, nadużywasz tych, którzy szafują swoimi.

Zdarzyło mi się spotkać ludzi, którzy chcieli przyjąć chrzest, ale nie chcieli wejść w poczet Kościoła. Zgodnie z Biblią chrzcimy się w Ciało Chrystusa: Bo też w jednym Duchu wszyscy zostaliśmy ochrzczeni w jedno ciało" (1 Kor. 12:13). Nie można więc ochrzcić się i nie stać jego częścią. Byłoby to tak, jakby kto przebrał się za żołnierza: buty, mundur, czapka, karabin, ale nie chciał wstąpić do armii. Jakie znaczenie miałaby jego służba? Może wygląda jak żołnierz i maszeruje jak żołnierz, ale dopóki nie stanie się częścią armii pozostanie pozorantem. Chrześcijanie, którzy nie chcą stać się częścią Kościoła przypominają takiego żołnierza.

Cofnijmy się w czasy Noego i załóżmy, że wierzysz w słowo Boże, tak samo jak Noe uwierzył, tyle że nie wchodzisz do arki. Czy uratowałby się przed potopem? Noe i jego rodzina zademonstrowali swoją wiarę w Boga wchodząc do arki. Także i dziś musimy wejść do arki, gdyż tak jak było za czasów Noego będzie i przed powtórnym przyjściem Chrystusa.

Jezus Chrystus jest tą Arką, a Jego Ciałem jest Kościół Boży, do którego nas powołuje. Apeluję więc do każdego chrześcijanina, który traktuje poważnie Pismo Święte oraz pozostawioną nam przez Chrystusa misję, aby stał się członkiem Kościoła Bożego. Bóg ma w nim dla każdego miejsce i służbę do wykonania.

Przynależność do Kościoła jest więc nie tylko przywilejem, ale i koniecznością. Nie dlatego, żeby Kościół był konieczny do zbawienia, bo zbawienie jest z łaski przez wiarę, ale dlatego że dopiero Kościół może wykonać misję zleconą nam przez Chrystusa. Dopiero w Kościele nasze dary duchowe mogą się w pełni rozwijać. Potrzebujemy Kościoła, w którym możemy się troszczyć jeden o drugiego i usługiwać sobie nawzajem według darów, jakimi obdarzył nas Pan. Niech więc nie zabraknie żadnego nawróconego człowieka w Kościele Bożym.