Wytrwanie czy bezbłędność Kościoła? - Paweł Bartosik

Kto jest zachowany przed apostazją?

Historyczny protestantyzm mówi, że liczba wybranych ku zbawieniu ludzi jest na zawsze ustalona i nie może zostać ani zwiększona ani zmniejszona (Westminsterskie Wyznanie Wiary 3.4). Nikt z owych wybranych nigdy nie odpadnie od łaski ponieważ Słowo Boże nie może być złamane (Jn 10,27-29; Rzym 8,35-39). Jeśli Bóg wypowiada Swoje słowa o nich (każda z owiec jest chroniona mocą Chrystusa) to nic i nikt owego Słowa nie jest w stanie złamać. Biblia uczy, że kość Chrystusa nie mogła być złamana (Jn 19,36). Nie dlatego, że jakościowo była to inna kość od naszych. Raczej Bóg w opatrznościowy sposób chronił ją przed złamaniem. Słowo Boże nie mogło być złamane. Dzięki Bożym dekretom i opatrznościowemu działaniu podobnie wybrani są całkowicie bezpieczni i zachowają wiarę aż do końca, choć sami z siebie nie są jakościowo innymi ludźmi i mają tendencję do grzechu.

Jednak nie wszyscy uczestnicy Nowego Przymierza są indywidualnie wybrani ku zbawieniu. Nie każdy z nich wytrwa. Nowy Testament jest pełen ostrzeżeń skierowanych do wierzących w Nowym Przymierzu. Podeptanie krwi, którą się było uświęconym i złamanie Nowego Przymierza jest całkiem możliwym i realnym grzechem. Ostrzeżenia Bożego Słowa w żadnej mierze nie mogą być uważane za hipotetyczne (Jn 15,2; Rzym 11,22; Hbr 3,12; 6,4-6; 10,29).

Różnica między tymi, którzy będą zachowani przez Boga dzięki Jego łasce, a tymi, którzy nie wytrwają jest realna, lecz znana jedynie Bogu (5 Mj 29,29). Nie naszą rzeczą jest wnikać w odwieczne Boże postanowienia i zajmować się introspekcją ludzkich serc. Co jednak jest istotne to fakt, że klasyczny protestantyzm zawsze wyznawał doktrynę zachowania tych, których Bóg w swojej przedwiecznej mądrości postanowił zbawić.

W przeciwieństwie do tego podejścia Rzymski Katolicyzm uczy, że śmiertelny grzech może być popełniony przez kogokolwiek i jeśli człowiek umrze nie znajdując się w stanie łaski uświęcającej (bez otrzymanego przebaczenia) będzie potępiony. Kościół Rzymskokatolicki, podobnie jak klasyczny protestantyzm wierzy jednak w doktrynę zachowania, wytrwania. Różnica jest jednak kluczowa. Według rzymskokatolickiej teologii owo wytrwanie (i zachowanie od błędu) dotoczy Kościoła Rzymskokatolickiego, nie zaś jakichkolwiek jednostek w jego szeregach. Nie istnieje żadna określona przez Boga liczba wybranych, których Bóg skutecznie zbawił. Historyczna protestancka wiara podążając za nauczaniem Pisma Św. odwraca to. Świecznik każdego lokalnego Kościoła może zostać poruszony, a sam Kościół może stać się synagogą Szatana. To jest możliwe (Obj 2,5.9; 3,16). Jednak z całą pewnością wybrani (predestynowani) nigdy od wiary nie odpadną.

Kościół Rzymskokatolicki naucza, że nie ma takich jednostek, które byłyby chronione mocą Trójcy Św. aż do śmierci. Wytrwanie i zachowanie w wierze jest przywilejem jedynie Kościoła Katolickiego, który postrzega siebie nie jako jedną z wielu tradycji i nurtów chrześcijaństwa (Kościoła Powszechnego), lecz jako jedynego sukcesora i strażnika prawdziwej wiary.

Który Kościół nie przestanie być filarem i podwaliną prawdy?

Katolicyzm i Protestantyzm zgadzają się w tym, że Powszechny Kościół nigdy nie odpadnie od Bożej łaski i nigdy nie przestanie być Kościołem Chrystusa. Różnią się jednak co do definicji owego Kościoła. Kościół Rzymskokatolicki zawęża pojęcie Kościoła Powszechnego do własnej tradycji wyznaniowej, który to zabieg nie ma zbyt wiele wspólnego z katolickością. Twierdzenie „tylko u nas jest pełnia środków zbawienia" nie jest niczym nowym w chrześcijaństwie. Co jakiś czas w Kościele pojawiają się ekskluzywistyczne grupy o sekciarskiej mentalności („tylko my"). Protestantyzm postrzega Kościół szerzej – jako Ciało zrzeszające różnorodne tradycje i gałęzie (parafie, zbory) chrześcijaństwa, które w jednym Duchu łączy jeden Pan (Ojciec, Syn i Duch Św.), jedna wiara i jeden chrzest ( 1 Kor 12,14; Ef 4,5). To są fundamenty jedności.

Kościół Powszechny nigdy nie przestanie być filarem i podwaliną prawdy (1 Tm 3,15). Do powtórnego przyjścia Chrystusa jest i będzie Ciałem Chrystusowym. Jedynie w tym znaczeniu możemy mówić o jego nieomylności. W tym sensie nieomylność Kościoła oznacza jego zachowanie. Podążając za ilustracją Ap. Pawła w Liście do Rzymian 11, zachowanie dotyczy drzewa oliwnego, nie zaś poszczególnych gałęzi (którymi prócz jednostek są również poszczególne parafie, zbory, denominacje).

Zachowanie Kościoła Powszechnego nie oznacza jednak, że nigdy nie popadnie on w błąd, lub, że wszystkie twierdzenia dogmatyczne Kościoła mocą danego mu autorytetu są słuszne i prawdziwe. Biblia nie naucza o bezbłędności Kościoła lecz bezbłędności Słowa Bożego. Oczywiście Kościół dojrzewając dorasta w mądrości i w poznaniu Boga. Powinniśmy jednak spodziewać się, że wyznania wiary i ustalenia Soborów czasami będą zawierać błędy. Musimy z całą gotowością badać Pisma czy tak się rzeczy mają (Dz.Ap 17,11). Zatem pytanie dotyczące np. Soborów nie brzmi: czy był to Sobór powszechny, ekumeniczny, którego decyzje dotyczyły całego Kościoła, lecz czy ustalenia tego Soboru są słuszne i zgodne z Bożym Słowem. Nie przyjmujemy prawdy o Trójcy Św. dlatego, że Sobór w Nieci w 325 r. opowiedział się za nią. Wierzymy w Trójjedynego Boga dlatego, że wyraźnie naucza na ten temat Pismo Św. i przyjmujemy ustalenia Soboru Nicejskiego ponieważ są z nim zgodne. Powinniśmy być Kościołowi wdzięczni za jego mądrość i dorobek, za jego zwięzłe i klarowne sformułowania np. o Trójcy Św. Musimy jednak pamiętać, że to sformułowania Pisma Św. a nie orzeczenia Kościoła stanowią w ostateczności treść naszej wiary.

Zachowanie Kościoła nie oznacza jego bezbłędności

Tak jak może mylić się lokalny zbór (parafia), tak może się mylić Synod lub Sobór. Nawet Sobór ekumeniczny, np. Siódmy Sobór Ekumeniczny w Nicei w 787 r. dotyczący kultu ikon.

Niekiedy Kościół Katolicki zarzuca protestantom, że bardzo wybiórczo podchodzą do orzeczeń wczesnych Soborów i np. odrzucają ustalenia Soboru w Nicei z 787 r. mimo iż miał on wymiar ekumeniczny (powszechny). Protestantyzm czyniąc w ten sposób rozpoznaje jednak nadrzędność Pisma Św. nad Soborami. Stad też ono (a nie twierdzenia Kościoła) jest kryterium rozstrzygającym o prawdziwości orzeczeń ludzkich.

Wcześniejszy Synod w Konstantynopolu w 754 r. stwierdził, że ponieważ Chrystus jest Bogiem i Człowiekiem w jednej Osobie i nie jest możliwym sporządzenie jego prawdziwego obrazu, to wszystkie obrazy Chrystusa są przejawem bałwochwalstwa i złamaniem Drugiego Przykazania. Nawiasem mówiąc sadzę, że ów Synod się mylił w tej kwestii ponieważ gdybyśmy mieli aparat w 26 r. n.e. to nie byłoby nic grzesznego w robieniu Jezusowi zdjęć. Same wizerunki Chrystusa nie są czymś złym i niebiblijnym. Grzechem byłoby stawianie ich jako obiektów kultu.

W Starym Testamencie sporządzanie wizerunków Boga było zakazane ponieważ nikt z ludzi Boga nie widział. Po wcieleniu Syna Bożego pewne rzeczy się zmieniły. Oczywiście nie to, że obecnie w Nowym Przymierzu możemy praktykować kult obrazów, lecz to, że nie jest niczym złym namalowanie Jezusa (np. w Biblii obrazkowej dla dzieci). Tutaj późniejszy Sobór w Nicei z 787 r. miał rację. Sztuka sakralna nie jest zła sama w sobie i powinna zachwycać swoim pięknem i dostojeństwem. Historyczny protestantyzm nigdy nie był przeciwny sztuce. Twierdził natomiast, że z dzieł sztuki (np. sakralnej) nie powinniśmy czynić obiektów lub narzędzi kultu religijnego.

Ojcowie Soboru w Nicei nie mieli jednak racji co do stwierdzeń na temat kultu i czczenia Boga poprzez obrazy i ikony. To nigdy nie było i nie jest aprobowanym przez Boga sposobem chwalenia Go.

Choć spora część chrześcijan uczestniczących w Synodzie w 754 r. nie zgodziła się z ustaleniami Soboru w Nicei, to jednak załóżmy, że do 900 r. cały ówczesny Kościół przyjął ustalenia dotyczące kultu ikon. W każdej ówczesnej parafii ikony i obrazy byłyby elementem kultu religijnego. Oczywiście dla Kościoła Katolickiego byłby to argument rozstrzygający jakikolwiek spór: Kościół orzekł i z tego powodu jest to rzecz słuszna i wskazana. Co jako protestanci powinniśmy na to powiedzieć?

Po pierwsze, że każda ówczesna parafia popełnia grzech bałwochwalstwa stosując tą praktykę. To nie powinno nas dziwić ponieważ Kościół nie jest bezbłędny. Tak jak poszczególni chrześcijanie upadają w grzech, jak upadł Dawid, tak samo i Kościół może popaść w grzech i wyznawać błędną doktrynę. Czasami nawet w poważne odstępstwo, jak widzimy na przykładzie Izraela.

Po drugie - Kościół mimo tego grzechu wciąż pozostawał Kościołem Chrystusa. Nigdy nie przestał nim być. Był to Kościół tkwiący w poważnym błędzie, ale wciąż Kościół. Dawid nie stracił zbawienia kiedy popadł w grzech i błędy. Podobnie Kościół Powszechny nigdy nie przestanie być instrumentem i środkiem łaski dla grzeszników z powodu błędów i własnych grzechów

Po trzecie - Kościół pokutował ze swoich wcześniejszych grzechów i błędów w czasach Reformacji. Ci, którzy podążają śladami reformacji reprezentują „Prawdziwą Tradycję" Kościoła. Oczywiście również dziś potrzebujemy ciągłej reformacji, oczyszczenia i pokuty ponieważ Kościół wciąż jest pełen błędów i grzechów. Oby dobry Bóg pomógł nam je dostrzec i porzucić.