Czy rzymskokatolicki chrzest jest ważny? - Paweł Bartosik

Wprowadzenie

Doktryna chrztu najskuteczniej dzieli współczesny kościół. Paradoksalnie coś co w zamierzeniu Jezusa miało być znakiem jednej wiary i przynależności do jednego Zbawiciela (Ef 4:5) stało się przyczyną wzajemnych oskarżeń, podziałów i ran. Obecnie w kręgach ewangelikalnych można spotkać osoby, które chrzciły się dwa lub trzy razy za każdym razem uznając swoje poprzednie „chrzty" za nieważne.

W niniejszym opracowaniu przedstawię argumenty oparte na nauczaniu Pisma Św. i historycznego protestantyzmu za uznaniem chrztu rzymskokatolickiego, co nie oznacza pójścia na kompromis z doktrynalnymi błędami i zabobonami charakterystycznymi dla rzymskiego katolicyzmu.

Jako protestanci powinniśmy być świadomi powagi błędów i odejścia Kościoła Rzymskokatolickiego od nauczania Pisma Św. Jednak opinia na temat ważności chrztu w udzielanego przez ów kościół nie niesie ze sobą konsekwencji w postaci akceptacji lub obojętności wobec jego nie biblijnych doktryn i praktyk. Jednocześnie godny ubolewania jest np. brak świadomości historycznej protestantów (ciągłości istnienia kościoła Jezusa Chrystusa), nasz lekceważący stosunek do historycznego chrześcijaństwa i jedności kościoła, izolacjonizm, separatyzm ocierający się o wręcz o sekciarstwo, indywidualizm, czy również to, co sami zarzucamy Kościołowi rzymskiemu - nadawanie pozabiblijnym źródłom rangi Bożego Słowa. Wszystko to są grzechy z których jako protestanci powinniśmy pokutować. Z ubolewaniem możemy spoglądać na stan współczesnego protestantyzmu, który w wielu miejscach odszedł od swoich reformacyjnych i historycznych korzeni. Jeśli w szczerości modlimy się o przebudzenie i pokutę kościoła rzymskiego sami powinniśmy najpierw dać przykład bijąc się w piersi w upamiętaniu za własne zaniedbania.

Niewątpliwie spory wpływ na nasz sposób myślenia ma bagaż naszych doświadczeń i osobistych przeżyć. Nie inaczej dzieje się, gdy budujemy nasze przekonania na temat innych kościołów. Z pewnością tak jak wielu naszych katolickich przyjaciół kształtuje swoje przekonania na temat protestantyzmu w oparciu o własne doświadczenia nabyte z nabożeństw, ewangelizacji czy rozmów z protestantami, tak samo wielu protestantów buduje swoją opinię na temat katolicyzmu na podstawie własnych przeżyć związanych z tym kościołem. Niewątpliwe bagaż własnych doświadczeń może być poważnym balastem utrudniającym uczciwe spojrzenie na istotę chrztu, oparte na nauczaniu Pisma Św. i nie ignorujące mądrości kościoła minionych wieków.

Wyznając jednak zasadę Sola Scriptura i nie ignorując mądrości kościoła minionych wieków – szukajmy odpowiedzi z modlitwą. Czy chrzest udzielany w murach rzymskokatolickich kościołów jest chrztem ważnym, uznanym przez jego Dawcę? Uważam, że tak.

Jeden chrzest

Biblia wyraźnie naucza, że powtarzanie chrztu jest wbrew Bożej intencji. List do Efezjan stanowczo podkreśla ideę jednego chrztu łącząc go z przekonaniem o istnieniu jednego Pana i jednej wiary: „Jeden Pan, jedna wiara, jeden chrzest" (Ef 4:5). Tak jak niemożliwym było powtórne obrzezanie w Starym Przymierzu, tak niemożliwe jest przyjęcie ponownego chrztu w Nowym Przymierzu. Owszem, ktoś mógł zostać obrzezany „z tradycji", ze względu na zwyczaj lub presję – bez udziału własnej woli, a nawet bez świadomości rodziców co ów znak oznacza. Nie zmieniało to jednak obiektywnego znaczenia tego sakramentu w Starym Przymierzu. Nawet nawrócenie Izraela z niewiary nie powodowało powtórzenia obrzezki. Nie tylko ze względu na fakt, że fizycznie było to niemożliwe, ale ze względu na znaczenie owego sakramentu i Bożą intencję. Zauważmy, że ani Jozjasz ani Hiskiasz kiedy zgromadzali cały Izrael, który zbuntował się przeciwko Bogu, nie wezwali go do ponownego obrzezania. Znaczenia obrzezania nie pogwałcali także nieczyści i niemoralni kapłani (prawnie wyświęceni). Jan Kalwin stwierdza: „Żydom w żaden sposób nie szkodził fakt, że byli obrzezani przez nieczystych i odstępczych kapłanów. Nie unieważniało to symbolu, tak iż konieczne byłoby jego powtórzenie. Wystarczyło spojrzeć na jego pierwotne znaczenie. Stwierdzenie, że chrzest powinien być udzielany w zgromadzeniu pobożnych nie dowodzi, że traci on całą skuteczność ponieważ jest w jakiejś części niedoskonały". I dodaje: „Nie znosimy Bożego ustanowienia – nawet jeśli bałwochwalcy je zanieczyszczają. Obrzezanie było skażone wieloma starożytnymi zabobonami, a jednak to nie sprawiło, że przestało być symbolem Bożej łaski".

Podobny wzorzec mamy w Nowym Przymierzu. Widzimy, że starotestamentowy znak niepowtarzalnego obrzezania został zastąpiony niepowtarzalnym znakiem chrztu (Gal 3:6-29, Ef 4:5, Kol 2:11-13). Chrzest (tak jak obrzezanie) jest udzielany raz jako znak wejścia do przymierza. Jakiekolwiek próby powtórzenia chrztu są wbrew nauczaniu Pisma i w żaden sposób nie rzutują na obiektywny fakt, że ów chrzest się odbył. Fragmenty takie jak: 1 Kor 1:14, 10:2, Hbr 6:1-6, 1 Pt 3:18-21- zakładają, że chrzest jest jeden i niepowtarzalny.

Chrzest Szymona Czarnoksiężnika

Argumenty ludzi podważających ważność chrztu katolickiego uderzają również w protestantów. Jeśli kryterium ważności postawimy duchowe odrodzenie chrzczonego lub nieskazitelność (doktrynalną i moralną) udzielającego chrztu, to czy możemy być pewni, że ktokolwiek spośród nas został w rzeczywistości ochrzczony? Czy chrzest człowieka, który nawraca się po jego otrzymaniu (lub nigdy się nie nawraca) jest chrztem? Boże Słowo mówi wyraźnie, że tak. Jednym z przykładów świadczącym o tym jest historia Szymona Czarnoksiężnika. Biblia nigdzie nie wspomina, że Szymon „prawdopodobnie został ochrzczony", lub, że apostołowie „założyli", że został ochrzczony. Duch Św. wyraźnie informuje nas, że Szymon został ochrzczony (Dz. Ap. 8:13). Nie zmienia tego jednoznaczne stwierdzenie Piotra w 8:21, który zwracając się do Szymona stwierdza: „Co się tyczy tej sprawy, to nie masz w niej cząstki ani udziału, gdyż serce twoje nie jest szczere wobec Boga" a następnie (w.22) wzywa go do upamiętania i nawrócenia: „Przeto odwróć się od tej nieprawości swojej i proś Pana, czy nie mógłby ci być odpuszczony zamysł serca twego." Piotr nigdzie nie sugeruje Szymonowi przyjęcia ponownego chrztu. Chrzest Szymona dopiero co miał miejsce. To czego Szymon potrzebował to upamiętanie.

Koryntianie byli ochrzczeni

Kościół w Koryncie był specyficzny. Koryntianie zmagali się z wieloma problemami, które Ap. Paweł prostował szczególnie w Pierwszym Liście do Koryntian. Ich postępowanie cechowały rozłamy (3:3-4), pycha (4:18), niemoralność (5:1-2), kłótnie (6:1-6) błędne praktyki religijne (11:17-22), bałwochwalstwo (10:14-21), wyznawanie obcych apostołowi nauk (1:12-15, 11:27-30, 12-14). Za wszystko to Ap. Paweł napominał Koryntian, którzy jak się poucza apostoł, daleko odeszli od czystości doktrynalnej i moralnej. Mimo to Paweł nie kwestionuje ważności ich chrztu. Nie poddaje go w wątpliwość. Nie zastanawia się czy mieli do niego prawo lub czy był on ważny. Wręcz przeciwnie. Wyjaśniając ideę bratniej miłości w kontekście służenia darami duchowymi pisze: „wszyscy zostaliśmy ochrzczeni w jedno ciało!" (1 Kor 12:13). Paweł stwierdza, że ów chrzest był udziałem wszystkich, którzy przynależą do Kościoła w Koryncie. Pawłowe rozpoznanie ważności owego chrztu wynika nie z faktu duchowego odrodzenia wszystkich Koryntian (z pewnością nie wszyscy byli szczerze nawróceni), lecz z faktu udzielenia go w imieniu Trójjedynego Boga (Mt 28:19-20). Paweł nigdzie „nie zakłada", że są ochrzczeni. On informuje o tym adresatów swojego listu zachęcając by wejrzeli na skutki i konsekwencje bycia ochrzczonymi w jednym Duchu w jedno Ciało. Tak jakby mówił: „Skoro zostaliście ochrzczeni w jedno Ciało, to żyjcie i zachowujcie się jak członkowie jednego Ciała". Właśnie w tym kontekście pojawiają się Pawłowe napomnienia dotyczące ich indywidualistycznego podejścia do Wieczerzy Pańskiej, darów duchowych i zachowania podczas nabożeństwa (1 Kor 11-14).

Chrzest a włączenie do przymierza

Poznając Boże działanie w historii nie powinniśmy mieć problemu ze stwierdzeniem, że rzymscy katolicy są uczestnikami przymierza. W tej pozycji stawia każdego katolika (także protestanta) chrzest udzielany w imię Ojca, Syna i Ducha Świętego. Ani chrzest ani uczestnictwo w przymierzu nie gwarantują, ani nie zapewniają nikomu życia wiecznego. Jednakże chrzest i uczestnictwo w przymierzu niosą ze sobą pewne konsekwencje (błogosławieństwa lub przekleństwa). Chrzest jest Bożym działaniem względem człowieka. Bóg oznajmia w ten sposób, że wszczepia daną osobę do Ciała Chrystusa i łączy ją w przymierzowy sposób z jego Głową oraz naznacza imieniem Trójcy (Mt 28:19-20). Chrzest jest więc rozpoczęciem procesu uczniostwa. Jednakże Bóg w chrzcie nie tylko informuje o tym kim osoba ochrzczona się stała, ale i wzywa ją do czegoś. Wzywa do wiary i życia dla chwały Trójjedynego Boga. Niestety obserwując w naszym kraju pobożność (a raczej jej brak) wielu naszych ochrzczonych rodaków powinniśmy ze smutkiem postrzegać większość z nich jako apostatów (z ang. „covenant breakers") – czyli tych, którzy złamali przymierze i powinni być ostrzegani przed Bożym gniewem oraz wzywani do nawrócenia. Różnica pomiędzy Starym a Nowym Przymierzem nie polega na możliwości złamania tego pierwszego i niemożliwości złamania drugiego (1 Kor 10:1-13, Hbr 6:1-6). Również w Nowym Przymierzu mamy do czynienia z apostatami – tymi, którzy odpadli od łaski i wiary (por. Jn 15:1-7; Dz. Ap. 8:13,21; Rzym 11:13-24; Gal 5:4).

Każdy zdrowy, biblijny kościół powinien stosować dyscyplinę wobec tych, którzy nie pokutują ze swoich grzechów bezczeszcząc imię Chrystusa. Niestety Kościół Rzymskokatolicki jedynie w pojedynczych, zupełnie skrajnych przypadkach stosuje biblijną ekskomunikę wciąż pozostawiając w swoich szeregach tych, którzy powinni zostać wykluczeni z Kościoła Bożego z powodu braku pokuty z grzechów. Pismo Św. opisuje tych, którzy będąc częścią kościoła okazali się być nie nawróconymi ludźmi (apostatów) jako:

- tych, którzy posiadali Królestwo – Mat 21:42-45

- otrzymali dary Ducha Św. (Mat 25:14nn – podobieństwo o talentach)

- przyjęli słowo z radością (Mat 13:20) i wierzyli do czasu (Łuk 8:13)

- są przymierzowo złączeni z Chrystusem jak latorośle z krzewem winnym

(Jana 15)

- karmili się duchowo Chrystusem (1 Kor 10:4-5)

- byli poddani działaniu Ducha Św. (Hbr 6:4-6)

- otrzymali poznanie prawdy (Hbr 10:26)

- zostali uświęceni krwią Chrystusa (Hbr 10:29)

- podeszli do niebiańskiego Jeruzalem (Hbr 12:11), zostali „pokropieni" krwią

Chrystusa (Hbr 12:24-25)

- zostali oczyszczeni z dawniejszych grzechów (2 P 1:9)

- zostali odkupieni przez Pana (2 P 2:1)

- poznali Pana i wyzwolili się z brudów świata (2 P 2:20)

- poznali drogę sprawiedliwości (2 P 2:21)

Owi ludzie wg Pisma są pod większym sądem aniżeli ci, którzy nigdy częścią Ciała Chrystusa (kościoła) nie byli (Hbr 10:29). Tych, którzy łamią przymierze powinniśmy z największą powagą ostrzegać przed Bożym sądem zamiast kwestionować to, co Bóg zakomunikował w ich chrzcie. Pismo uczy, że sąd zaczyna się od Domu Bożego (1 Pt 4:17). Dom Boży może być jednak splugawiony i zabrudzony doktrynalnymi i moralnymi nieczystościami. I to niebezpieczeństwo dotyczy wszystkich odłamów historycznego chrześcijaństwa, nie tylko Kościoła rzymskiego. Ciało Jezusa Chrystusa nie ogranicza się jedynie do kilku wyznań protestanckich lub do grona pojedynczych chrześcijan mających odrodzone serca. Kościół Katolicki wyznając doktrynę Trójjedynego (prawdziwego) Boga i odwołując się do historycznej spuścizny kościoła jest, mimo wielu swych błędów (od których nie są także wolne kościoły protestanckie), kościołem. Jeśli trwanie przy czystości i ortodoksyjności doktrynalnej stawimy jako warunek uznania ważności chrztu – będziemy mieli problem z uznaniem ważności chrztu wielu kościołów protestanckich. A przecież to właśnie m.in. chrzest w zamierzeniu Pana Jezusa Chrystusa jest i powinien być znakiem jedności, a nie przyczyną podziałów (1 Kor 3:10-17) Ciała Chrystusowego.

Czy Kościół Katolicki jest Ludem Bożym?

Czy ktoś stawiający ludzkie nauki (nazywane „Tradycją") na równi, a nawet ponad Pismem, sankcjonujący bałwochwalstwo i zabobony, przechodzący z obojętnością wobec braku biblijnego uczniostwa i dyscypliny kościelnej, zaciemniający biblijną prawdę o roli łaski, wiary i uczynków w kwestii zbawienia - ma prawo być nazywany Ludem Bożym (kościołem)?

W Starym Przymierzu wielokrotnie Bóg napomina Swój Lud za bałwochwalcze praktyki i odwrócenie się od Jego Prawa poprzez duchowe cudzołóstwo. Sąd, który spadał na Izrael wskutek ich grzechu był zawsze sądem nad Bożym Ludem. Nigdzie Pismo nie wspomina, że wskutek bałwochwalstwa i grzesznych praktyk Izrael przestał (lub nigdy tak naprawdę nie był) Ludem Odkupionym w Starym Przymierzu. Boży Sąd nad odstępczym Izraelem to Boży sąd nad odstępczym kościołem Starego Przymierza, sąd nad „odstępną" żoną (por. Jer. 3:6,12-14) i nad niewiernym Ludem Bożym (por. Ps 81:11-15, Oz. 4:6,12, Am. 8:2), nie zaś nad poganami nie mającymi żadnej przymierzowej więzi z Jahwe.

Sąd Jahwe nad niewiernym kościołem jest dowodem, że Lud Boży również w Nowym Przymierzu podlega osądowi Bożego Słowa (a nie stoi na równi lub ponad z nim). Nauczanie duchowych przywódców oraz praktyki Izraela jako kościoła Starego Przymierza nigdy nie były aprobowane przez Boga (i Chrystusa) gdy odbiegały od objawienia przekazanego w Pismach.

Kiedy czytamy o Bożym działaniu w życiu Ludu Nowego Przymierza widzimy podobny schemat. Kościół Nowego Testamentu jest opisany w podobny sposób co Kościół Starego Testamentu (Izrael): naród wybrany i królewscy kapłani (por. 2 Mj 19:6 z 1 Pt 2:9), Zbór Pański (por. 3 Mj 8:4; Joz 18:1. z Dz 5:11; 1 Kor 11:18), poświęceni (por. Ps 30:51 z Kor 1:2) i umiłowani przez Boga (por. Ps 60:7 z 1 Tes 1:4), Dom Izraela i Dom Judy (por. Jer 31:31-34 z Hbr 8:8-12), Lud Boży (por. 2 Mj 10:3, 15:16 z 1 Pt 2:10).

Widzimy także, że Sąd Boży w Nowym Przymierzu również dotyka kościoła i duchowych przewodników: „Nadszedł bowiem czas, aby się rozpoczął sąd od domu Bożego; a jeśli zaczyna się od nas, to jakiż koniec czeka tych, którzy nie wierzą ewangelii Bożej?" (1 Pt 4:17). Pan Jezus w Księdze Objawienia (Obj 2-3) ostrzega poszczególne kościoły i kieruje w ich stronę napomnienia za poważne odejście od Bożego objawienia. Ap. Paweł w 1 Kor 10 przedstawia obraz buntowniczego Izraela (który miał udział w realnych, duchowych błogosławieństwach) jako ostrzeżenie dla kościoła w Nowym Przymierzu: „A to wszystko na tamtych przyszło dla przykładu i jest napisane ku przestrodze dla nas, którzy znaleźliśmy się u kresu wieków." (1 Kor. 10:11) – mówi apostoł. Cechą kościoła nie jest absolutna czystość doktrynalna i moralna. Nieomylność i bezgrzeszność są atrybutami Boga, nie zaś ludzi. Nie ulega wątpliwości, że Koryntianom daleko było do tychże cnót. Niemniej jednak Ap. Paweł nazywa ich „Kościołem Bożym" (1 Kor 1:2) i „członkami jednego Ciała" (1 Kor 12:13,27). Wciąż mimo odstępstwa i cielesności (1 Kor 3:3) byli kościołem, powołanym Ludem Bożym, poświęconymi w Chrystusie (1 Kor 1:2).

Nigdzie Bóg w natchniony sposób nie oznajmił nam, że Kościół Rzymskokatolicki przestał być kościołem i Jego Ludem. Owszem, mamy w nim do czynienia z poważnym odejściem od nauczania Pisma Św. i światła Ewangelii co potęguje miarę grzechu, tych, którzy są opisani jako Boży Lud.

Dla wielu protestantów zaklasyfikowanie Kościoła Rzymskokatolickiego jako niechrześcijańskiej, fałszywej religii stanowi dobry powód do tworzenia ram dla kolejnych zborów i denominacji. „Prawdziwy kościół jest przecież niewidzialny" – to jedna z często powtarzanych fraz przez tych, dla których historyczna spuścizna i jedność kościoła są warte tyle samo co zeszłoroczny śnieg. Tymczasem jasno musimy podkreślić, że genezą reformacji nie było zakładanie nowych struktur kościelnych. Reformatorzy (w szczególności Marcin Luter) mieli na celu przede wszystkim oczyszczenie istniejącego kościoła z nadużyć, zabobonów i odejścia od nauki apostolskiej. Z wielką powagą podchodzili do wyznania o „jednym, świętym, powszechnym i apostolskim kościele". Tak lekkie i beztroskie podejście współczesnych ewangelikalnych chrześcijan do tworzenia nowych struktur kościelnych było im zupełnie obce. Faktem jest więc, że Marcin Luter nie podzielił kościoła, lecz został z niego (z niebiblijnych przyczyn) ekskomunikowany (przed nim i po nim także inni reformatorzy). Nie widziano miejsca na powrót do nauk Pisma Św. w kościele skażonym niemoralnością, zabobonami i odejściem od światła Ewangelii. Kościół rzymski potępiając nauki Lutra, Kalwina i innych reformatorów, potępił tym samym naukę Św. Augustyna i wielu ojców kościoła broniących biblijnej ortodoksji. W ten sposób sam odciął się od testamentu Chrystusa przekazanego kościołowi, którego treścią jest na poznawanie i niesienie światu prawdy opartej na Bożym Słowie (Piśmie) i uległość wobec jego nauczania.

Powinniśmy być jednak ostrożni używając zwrotu „prawdziwy/fałszywy kościół" w odniesieniu do kościołów historycznych wyznających wiarę w Trójjedynego Boga.

Kościół Rzymskokatolicki nie jest kościołem fałszywym, lecz kościołem, którego toczy choroba. Lecz wciąż pozostaje kościołem. Dlatego sakramenty udzielane w nim są ważne. Zepsucie i choroba jaka toczy ów kościół (protestantów również dotykają choroby, niekiedy nawet groźniejsze) nie niszczy obiektywnego znaczenia Bożego ustanowienia (sakramentu), dlatego, że to Bóg, a nie człowiek (pastor, ksiądz) jest w jego sprawowaniu 'stroną aktywną'.

Ksiądz (lub pastor) wymawiając regułę chrzcielną: („Ja Ciebie chrzczę w imię Ojca i Syna i Ducha Świętego") poświadcza, że to Chrystus nadaje znak i pieczęć uczniostwa używając wody, ordynowanego (wyświęconego) reprezentanta oraz trynitarnej formuły. Wartość sakramentu nie powinna być szacowana na podstawie rąk tego, który go udziela. Chrzest powinien być przyjmowany jak z rąk samego Boga.

Steve Schlissel, pastor Messiah's Covenant Community Church w Nowym Jorku napisał: „Kościół to organizm, żywa jednostka mająca więź z Chrystusem, jego Głową. Tak jak człowiek może być mniej lub bardziej obdarowany, mniej lub bardziej zdrowy, mniej lub bardziej aktywny – podobnie ma się rzecz z kościołem. Nie traktujemy chorych ludzi jako nie-ludzi. Przeciwnie, traktujemy ich jako będących w wielkiej potrzebie okazywania im serdecznej troski.

Rozważmy zmianę w naszej postawie jaka miałaby miejsce jeśli zastosowalibyśmy ową metaforę do kościoła. Z pewnością bylibyśmy wówczas bardziej skłonni do troski niż do pogrzebywania.

Oczywiście może się zdarzyć, że ciało (organizm) jest zainfekowane i zaczyna szerzyć infekcję do jego poszczególnych części. Wówczas wierzący (przenosząc to na grunt kościoła) nie mają żadnego obowiązku narażać siebie i swoich dzieci na infekcję. Lecz ich odejściu od gospodarza nie powinno towarzyszyć stwierdzenie, że poprzedni gospodarz właśnie umarł lub jest fałszywy."

Nieważność a niegodność chrztu

W dyskusji o ważności chrztu powinniśmy rozdzielić jego ważne sprawowanie i od jego sprawowania niegodnego. Chrzest niegodnie sprawowany to chrzest, który nie powinien być udzielany, biorąc pod uwagę jego biblijne kryteria i warunki. Przykładowo, rodzice przynależący do Kościoła Katolickiego, lecz jednocześnie zupełnie obojętni wobec Chrystusa, postanawiają ochrzcić swoje niemowlę ze względu na tradycję rodzinną lub presję otoczenia. Dla rzymskokatolickiego księdza niewiara lub obojętność rodziców na Boże Słowo nie stanowią problemu w udzieleniu chrztu (wystarczy, że został im udzielony tzw. sakramentalny ślub). Chrzest dziecka, które przynoszą tacy rodzice do kapłana jest chrztem niegodnie udzielonym. W rzeczywistości (wg biblijnych kryteriów) nie powinien być udzielany. Jednakże jeśli kapłan dokonuje obrzędu chrztu w imię Trójjedynego Boga w murach rzymskokatolickeogo kościoła, to chrzest ma miejsce! Podobnie kiedy Izraelski rodzic obrzezywał w Starym Przymierzu swojego syna wyłącznie ze względu na tradycję ("Jestem Żydem, więc wypada bym zachował tradycję ojców") – nie zmieniało to faktu, że obrzezanie się dokonało! Mimo iż niegodnie – to jednak było ono obiektywnie ważne! Wystarczyło obejrzeć napletek obrzezywanego chłopca i wspomnieć słowa oraz czynności wykonywanego obrzędu.

Dziś co prawda chrzest nie pozostawia stałego znaku na głowie chrzczonego (w wielu przypadkach jest to powód dla którego niektóre kościoły „powtarzają" chrzest – przynajmniej chrzczony może go zapamiętać!) – jednak zawsze dokonuje się on w obecności świadków, którzy mogą poświadczyć, że to co zostało związane na ziemi, zostało także związane w niebie (5 Mj 19:15, Mt 16:19, 18:18). Dziś wielu chrześcijan powtarzających chrzest (choć w istocie jest to oskymoron) woli chodzić w widzeniu (posłuchać wyznania, zobaczyć zmienione życie, osobiście przekonać się), zamiast w wierze w Boże obietnice.

Błędna i niebiblijna rzymskokatolicka teologia oraz błędne znaczenie nadawane sakramentowi chrztu w niczym nie umniejsza jego obiektywnego znaczenia ze względu na to, że chrzest jest Bożym działaniem. Znaczenie sakramentowi nadaje sam Bóg (nie zaś teologia kościoła udzielającego znaku). Jest ono obiektywne i niezależne od przekonań przywódców i członków poszczególnych kościołów. Reformatorzy kościoła nigdy nie twierdzili (jak czynili to później anabaptytści), że przyjęcie przez Kościół rzymski teologii sakramentalnej ex opere operato powoduje nieważność jego chrztu. Przeciwnie, zgodnie twierdzili, że nawet Sobór w Trydencie poprzez błędne zapewnienia o chrzcie działającym ex opere operato - nie może pozbawić rzymskiego chrztu jego ważności. Jan Kalwin pisząc do Johna Knoxa stwierdził: „Zaniechanie pobożności , które cechuje Papiestwo, nie odebrało chrztowi ani jego mocy ani skuteczności."

Możemy więc stwierdzić, że bez względu na głoszoną doktrynę chrztu przez Kościół Rzymskokatolicki jest on wg Pisma Św. wszczepieniem w Chrystusa i Jego Ciało (kościół), pieczęcią trójjedynego Boga, znakiem uczniostwa i usprawiedliwienia z wiary oraz obietnicą zbawienia z łaski przez wiarę w Chrystusa (Mt 28:18-19, Dz.Ap. 2:38-39, Rzym 6:1-3, 1 Kor 12:13, Gal 3:27).

Kryteria ważności

Historyczny kościół zadawał sobie podobne pytanie w odniesieniu do ważności chrztu heretyków lub tych, którzy zaparli się swojej wiary w czasie prześladowań. W IV wieku pojawiali się donatyści (zwolennicy „Kościoła męczenników" lub "kościoła ludzi doskonałych"), którzy negowali ważność sakramentów, jeżeli udzielał ich duchowny znajdujący się w stanie grzechu. Sprzeciwiali się także ponownemu dopuszczaniu do kościoła tych, którzy wyrzekli się wiary w czasach prześladowań. Występując przeciwko tezom donatystów, św. Augustyn głosił, że kościół jest wspólnotą składającą się również z grzeszników oraz że łaska sakramentów nie zależy od moralności (dyspozycji) tego, kto nimi administruje.

W odpowiedzi na błędy donatystów historyczny kościół wyróżnił trzy kryteria ważności chrztu, które muszą być spełnione: materia, forma i intencja. Przyjrzyjmy się owym kryteriom odnosząc je do sprawowania sakramentu chrztu w Kościele Rzymskokatolickim.

I. Materia. Ten warunek w Kościele Katolickim jest spełniony ponieważ materią podczas ceremonii chrzcielnej jest woda. I zasadzie jest to wystarczające, by stwierdzić, że kwestia właściwej materii jest zachowana. Chrzest odbywa się poprzez polanie, czasem pokropienie, w bardzo wyjątkowych przypadkach przez zanurzenie.

II. Forma. Do ważności sakramentu chrztu jest konieczna formuła trynitarna. W Kościele Katolickim mamy do czynienia z chrztem udzielanym w imię Ojca, Syna i Ducha Św. Za ową formułą kryje się doktryna, wyznawana również przez protestantów, którą uważamy za biblijną – o jednym Bogu istniejącym odwiecznie w Trzech Osobach. Zarówno Ojciec, jak i Syn i Duch Św. to Wszechmogący Bóg Jahwe, który stworzył wszechświat i podtrzymuje Go mocą Swego Słowa.

III. Intencja szafarza chrztu. Intencją udzielającego chrzest musi być wykonanie polecenia Chrystusa (por. Mt 28, 19), aby udzielić sakramentu, który Chrystus sam ustanowił, a przez to włączenie chrzczonego w Jego śmierć i zmartwychwstanie (por. Rzym 6, 3-11; Kol 2, 12-13).

Mówiąc więc o ważności rzymskokatolickiego chrztu powinniśmy zauważyć, że jest on ważny ponieważ:

- jest udzielany w imię Trójjedynego Boga (właściwa forma)

- przy użyciu wody (właściwa materia)

- poprzez uprawomocnioną do tego osobę (właściwa intencja szafarza chrztu)

Historyczny protestantyzm

Pytanie o ważność chrztu katolickiego jest pytaniem nie tylko o zrozumienie istoty kościoła i sakramentów. Jest także pytaniem o nasz stosunek do historii i spuścizny kościoła minionych wieków. Oczywiście synody mogą się mylić, ale nie wolno nam ich lekceważyć. Historyczny protestantyzm uznawał ważność chrztu katolickiego mimo często o wiele większego oburzenia wobec jego nauk aniżeli współcześni ewangeliczni chrześcijanie powtarzający chrzest nawróconych katolików. Nie powinniśmy mieć wątpliwości co do bezkompromisowości i zdecydowanego sprzeciwu wobec fałszywych nauk Kościoła Rzymskokatolickiego takich Bożych mężów jak Marcin Luter, Jan Kalwin, John Knox, Theodore Beza, William Perkins, Samuel Rutherford, Richard Baxter, Francis Turretin, Charles Hodge, czy A.A. Hodge. A jednak ani nie chrzcili się powtórnie (w przypadku tych, którzy opuścili kościół rzymski), ani nie kwestionowali ważności chrztu w owym kościele. Przyjrzyjmy się wypowiedziom reprezentantów i wyznaniom historycznego, ortodoksyjnego protestantyzmu, które świadczą o tym, że nieprawdą są twierdzenia wielu współczesnych ewangelikalnych środowisk o pominięciu przez reformatorów dogłębnej refleksji nad sakramentami. W rzeczywistości reformatorzy prowadzili liczne i rzeczowe dysputy teologiczne z anabaptystami oraz rzymskimi katolikami w szczególności na temat znaczenia (i ważności) chrztu oraz chrztu niemowląt.

Jan Kalwin (Nauki Chrześcijańskiej Religii, 1536 r.)

„Podobnie w obecnym czasie mamy naszych anabaptystów, którzy zaprzeczają, że zostaliśmy należycie ochrzczeni ponieważ zostaliśmy ochrzczeni w Papiestwie przez nikczemnych ludzi i bałwochwalców, dlatego z całą zaciekłością upierają się przy ponownym chrzcie"

John Knox (1556 r.)

Nigdy więcej nie powinniśmy powtarzać chrztu, bez względu na to kto nam go udzielał w naszym niemowlęctwie; lecz jeśli Bóg w swoim miłosierdziu powołuje nas ze ślepoty, to sprawia, że nasz chrzest, jakkolwiek by był niedoskonały, dostępny jest dla nas przez moc Ducha Świętego.

Wyznanie Francuskie (1559 r.)

"Jednakże ponieważ istnieje pewien ślad kościoła w papiestwie i ponieważ chrzest jest wciąż kontynuowany w swej istocie .... dlatego wyznajemy, że ci, którzy zostali ochrzczeni nie potrzebują drugiego chrztu"

Konfesja Sandomierska (1570 r.)

Potępiamy i odrzucamy również wszystkich nowochrzceńców, którzy chrzest powtarzają i nie dopuszczają chrzcić małych dziatek spośród ludu Bożego, gdyż według świadectwa samego Chrystusa Pana, błogosławieństwo Boże i Królestwo niebieskie nie tylko przynależy dorosłym ludziom, ale i dzieciom.

Samuel Rutherford

„John Robinson (separatysta) i nasi bracia uznają, że Kościół Rzymski udziela prawdziwego chrztu, podobnie jak naczynia Domu Pańskiego sprofanowane w Babilonii mogły być bezpiecznie przewiezione do świątyni..."

A.A. Hodge (Evangelical Theology, Banner of Truth, 1976 r.)

"Wszyscy, którzy zostali ochrzczeni w imię Ojca i Syna i Ducha Św. rozpoznając trzy Osoby w boskiej Istocie, wcielenie Syna i jego kapłańską ofiarę, bez względu czy są Grekami, arminianami, rzymskim katolikami, luteranami czy kalwinistami, lub prostymi duszami, które nie wiedzą w jaki sposób siebie określać, są naszymi braćmi. Chrzest jest naszym wspólnym znakiem. Jest to wspólne sklepienie na szczycie naszych wielu kolumn."

Duży Katechizm Westminsterski (z 1647 r.)

„Chrzest jest udzielany tylko raz, wodą, jako znak i pieczęć naszego odrodzenia i wszczepienia w Chrystusa – i to również niemowlętom (1Mj 17:7 9; Dz. Ap. 2:38 39; 1 Kor 7:14.)"

Historyczny protestantyzm zdecydowanie odrzucał doktrynalne błędy rzymskiego kościoła co jednak nie powodowało odrzucenia jako nieważnego chrztu udzielanego w murach rzymskokatolickich kościołów. Dopiero kościoły drugiej reformacji (w szczególności anabaptyści i ich spadkobiercy ) chcąc w bardziej radykalny sposób odciąć się od rzymskiego (i historycznego) kościoła odrzuciły nieomal wszystkie praktyki kojarzone z Rzymem.

Jan Kalwin na temat ważności rzymskokatolickiego chrztu

Jan Kalwin, ochrzczony w niemowlęctwie w Kościele Rzymskokatolickim, nigdy nie ochrzcił się powtórnie. Jako przeciwnik ponownego chrztu on sam oraz jego żona (była anabaptystka) właściwie rozumieli fakt, że chrzest powinien być sprawowany raz i na zawsze.

Reformator mówił o „więziach braterstwa" łączących protestantów z rzymskimi katolikami, lecz nazywał ich jednocześnie "wewnętrznymi wrogami Kościoła". To pokazuje, że sam uważał zarówno siebie jak i katolików za część (widzialnego) Kościoła Chrystusa. Przy czym wszyscy jego członkowie – czy to katolicy czy protestanci - potrzebują ciągłej reformacji.

Mali Prorocy

Komentarz do Księgi Ozeasza 4:12: „Tę samą rzecz, którą prorok zarzucił Izraelitom można zarzucić Papistom. Ponieważ tak długo jak rodzą się niemowlęta pośród nich, Pan naznacza je świętym znakiem chrztu. Dlatego w pewnym sensie są one Ludem Bożym. Jednocześnie widzimy jak karygodne i wstrętne zabobony mają pośród nich miejsce (...)"

Komentarz do Księgi Amosa 5:26: „Tak jest i z chrztem; jest to uświęcone i niezmienne świadectwo Bożej łaski (...) nawet jeśli wszyscy jego uczestnicy byliby bezbożni i zanieczyszczeni. Chrzest wciąż zachowuje swój własny charakter i nigdy nie jest zanieczyszczony przez występki (i wady) ludzkie."

Komentarz do Księgi Micheasza 1:3: „Istnieją Papiści chwalący się tytułem "kościół", którzy na próżno przekonani są o przywiązaniu Boga do nich ze względu na chrzest, który przecież bezczeszczą swoimi zabobonami. Myślą, że mają Chrystusa ponieważ wciąż zachowują nazwę „kościół". Nawet gdyby Pan obiecał, że będzie zamieszkiwał w Rzymie, to przecież widać jak głupie i lekkomyślne byłyby tego typu przechwałki! Bo chociaż Świątynia była w Jeruzalem, to Pan nadszedł aby ukarać grzechy ludu – nawet ludu wybranego."

5 Mojżeszowa

Kazanie z 5 Mojżeszowej 14 (23 października 1555 r.) „Papiści strząsnęli jarzmo naszego Pana Jezusa Chrystusa... Prawdą jest, że mają chrzest, który jest znakiem chrześcijaństwa, lecz zupełnie znieśli właściwe zastosowanie chrztu. Stąd widzimy, że nie mają poznania ani Boga ani Jego Słowa."

Kazanie z 5 Mojżeszowej 23:8 (23 stycznia 1556 r.) „Tak jak Bóg przykazał: 'Nie gardź Edomitą, gdyż jest twoim bratem, i nie gardź Egipcjaninem, gdyż byłeś w jego ziemi obcym przybyszem' tak i ochrzczony rzymski katolik jest naszym bratem – podobnie jak obrzezany Edomita był bratem Izraelity."

„Przyjrzyjmy się pilnie dzieciom (obrzezanego ) Ezawa... gdyby któreś z nich wyrzekło się własnego pokrewieństwa - tak jak nawróceni papiści powinni wyrzec się własnego przywiązania do Rzymu – znalazłoby się w liczbie błogosławionego stada prawdziwego Bożego Ludu."

„Ponieważ posiadają chrzest, który jest widzialnym znakiem, to widzimy, że Bóg zachowywał tych, którzy należeli do Jego Domu i Jego Owczarni. Tak więc widać, że Papiści są jak Edomici, którzy otrzymali obrzezanie, obecnie zastąpione chrztem (Kol 2:11-13)"

Kanony Trydenckie

Komentując IV kanon Soboru Trydenckiego (1545-1563) na temat chrztu Kalwin zgadzając się z jego główną wymową stwierdza: „Zamierzenia chrzczącego mają niewielkie konsekwencje dla nas. Niech więc wystarczy bycie ochrzczonym w imię Ojca i Syna i Ducha Świętego – jakkolwiek nieświadoma lub niepobożna byłaby osoba udzielająca nam chrztu. Człowiek jest jedynie ręką. Jedynie Chrystus prawdziwie i poprawnie chrzci."

„Podobnie dziś jesteśmy dużo bliższymi sąsiadami Papistów niż Turków albo Pogan. Powodem jest fakt, że pomimo oddalenia od Bożej łaski i zdemoralizowania całej religii oraz uwikłania w nadużycia i demoralizację, tak że patrząc na to ogarnia nas wstręt – jednak wciąż pozostają pośród nich ślady Bożego wołania."

"Chrzest więc powoduje, że papiści nie mają żadnego usprawiedliwienia. Wręcz przeciwnie - podwajają miarę ich grzechu! Ponieważ przez bluźnierczą zuchwałość zanieczyszczają to, co polecił Boży Syn. Lecz podczas ich Mszy dzieje się nawet większa ohyda. Msza, którą znamy nie ma pod żadnym względem nic wspólnego z Wieczerzą Pańską daną przez naszego Pana. Pozostało przynajmniej kilka rzeczy w chrzcie, jednak Msza nie ma w sobie nic z Chrystusowej Wieczerzy Pańskiej (...).Najgłębsza hańba okrywa mszę..."

O jednym przymierzu do którego należą protestanci i rzymscy katolicy

Kalwin argumentował, że ochrzczonym protestantom jest dużo bliżej do ochrzczonych rzymskich katolików niż im obojgu do nieochrzczonych muzułmanów. Porównując obrzezanych Edomitów do ochrzczonych rzymskokatolików Kalwin stwierdzał: „Mojżesz powiedział, że jeśli Edomici ustąpiliby chcąc przyłączyć się do (prawdziwie chrześcijańskiego, pobożnego) Kościoła Bożego – mogliby zostać przyjęci i przyłączeni. Ponieważ ten kto zechciał być obrzezany był zawsze przyjmowany."

„Kiedy papiści przychodzą do nas powinniśmy przyjąć ich z całą łagodnością z powodu braterstwa, które Bóg ustanowił pomiędzy nimi a nami. Lecz nie tylko powinniśmy to uczynić, lecz także powinniśmy starać się o nich jak tylko możemy."

Konkluzja i zastosowanie

Nie można podeptać krwi Chrystusa jeśli nie było się przez nią uświęconym (Hbr 10:29). Nie można odejść od Boga jeśli się przy nim nie trwało, nie można być „wyplutym" z ust Jezusa jeśli się nie było jego kościołem (Obj 3:16). Pomimo swojego odejścia od Bożego Słowa i światła ewangelii rzymscy katolicy są uczestnikami Nowego Przymierza, tak jak niewierni Izraelici byli częścią Starego Przymierza (dopóki nie nastąpiła ekskomunika). Przynależność rzymskich katolików do Nowego Przymierza jest konsekwencją ważności ich chrztu udzielanego w imieniu prawdziwego Trójjedynego Boga. Bóg bardzo poważnie traktuje to co dzieje się w murach parafii katolickich. Dlatego poważnie traktuje także odejście od wiary i bałwochwalstwo ochrzczonych członków największego w naszym kraju wyznania. Grzechem Rzymu nie jest zupełna niewiara w Boże Słowo lub „zwykły" brak nawrócenia, jak w przypadku Sodomy i Gomory. Grzech jest o wiele poważniejszy: jest nim złamanie przymierza i podeptanie krwi Chrystusa przez którą byli (w przymierzowy sposób) uświęceni.

Pan Jezus Chrystus nauczał, że mieszkańcom Sodomy i Gomory lżej będzie w dzień Sądu aniżeli niewiernemu Ludowi Bożemu, który miał dostęp do większego światła, lecz odrzucił je (Mt 10:15, 11:23-24, Łk 10:12).

Pokutujący członek Kościoła Rzymskokatolickiego chcący przyłączyć się do Kościoła Protestanckiego nie potrzebuje ponownego chrztu. Tak jak pokutujący Izraelici nie potrzebowali więcej niż jednego obrzezania, nawet jeśli było udzielane w czasach największego odstępstwa Ludu Bożego od Pana. Obrzezanie zawsze było obrzezaniem. Chrzest zawsze jest chrztem.

Uznanie ważności chrztu nie powoduje więc akceptacji i tolerancji wobec rzymskokatolickich odstępstw, błędów czy bezbożności wielu członków owego kościoła. Raczej potęguje miarę Sądu Bożego zgodnie z zasadą, że komu więcej powierzono, od tego więcej będzie się wymagać (Łk 12:48).

Dostrzeżenie w rzymskich katolikach uczestników Nowego Przymierza powinno mieć wpływ na sposób zwiastowania ewangelii członkom owego kościoła. W inny sposób Bóg zwracał się w Piśmie Św. do odstępczego Izraela, a w inny do pogan nie mających z nim żadnej przymierzowej więzi. Wzywając naszych rzymskokatolickich przyjaciół do zaufania Chrystusowi i Jego Słowu warto abyśmy przypominali im to, co Bóg zakomunikował im w chrzcie (jesteś uczniem Chrystusa, zostałeś przyłączony do Jego Ciała) i jaka w związku z tym powinna być ich odpowiedź (żywa wiara wydająca owoce). Dobry dar powinien być przyjęty wiarą.

Święta rzecz, która jest bezczeszczona nie przestaje być święta, lecz zsyła Boży Sąd na tych, którzy lekceważą jej powagę. Tak było w przypadku Arki Przymierza (1Sm 5:8-9, 2 Sm 6:6-7), czy też niegodnie spożywanej przez Koryntian Wieczerzy Pańskiej (która mimo ich niegodziwej postawy wciąż była Wieczerzą – 1 Kor 11:20). Chrzest niegodny a także taki, na który chrzczona osoba nie odpowiedziała wiarą staje się dla niej sądem, zamiast błogosławieństwem. Wciąż jednak pozostaje chrztem.

Przypisy:
1. Francis N. Lee, Calvin on validity of 'Romish"baptism, http://www.dr-fnlee.org/docs3/cotvorcb/cotvorcb.html

2. S. Schlissel, Church Government Mandates, 03.11.2001. http://www.messiahnyc.org (z dn. 2007-02-10)

3. Ex opere operato (łac. na podstawie dokonanej czynności) - w teologii katolickiej formuła określająca obiektywną skuteczność działania sakramentów Oznacza ona, iż sakrament jest skuteczny poprzez sam fakt jego udzielenia, niezależnie od udzielającego sakrament oraz go przyjmującego.

4. Francis N. Lee, Calvin on validity of 'Romish"baptism, http://www.dr-fnlee.org/docs3/cotvorcb/cotvorcb.html

5. Zdaniem donatystów nieważne były wszystkie sakramenty udzielone przez osoby niegodne - ważność sakramentu miała według nich zależeć nie od łaski Bożej, lecz od świętości udzielającego go kapłana.

6. Kościół Mormonów także używa trynitarnej formuły chrztu, jednakże nie wyznają treści kryjącej się za nią (czyli doktryny o Trójjedynym Bogu). Dlatego ich chrzest nie spełnia kryterium właściwej formy.

7. Francis N. Lee, Calvin on validity of 'Romish"baptism, http://www.dr-fnlee.org/docs3/cotvorcb/cotvorcb.html.

8. Prajocjem rodu Edomitów był Ezaw – brat Jakuba. 1 Mj 25:30, 1 Mj 36:1, 8-9

9. „Gdyby ktoś powiedział, że chrzest, który bywa dawany również przez heretyków w imię Ojca i Syna i Ducha Świętego z intencją uczynienia tego, co czyni Kościół, nie jest prawdziwym chrztem - niech będzie wyklęty." Sesja VII, O chrzcie., kanon IV