Omówienie zarzutów wobec chrzczenia niemowląt - Paweł Bartosik

- Nie ma wyraźnego nakazu chrzczenia niemowląt

Zauważmy raczej, że nie ma wyraźnego zakazu. A raczej tego powinniśmy oczekiwać jeśli miałyby być tak drastyczne zmiany w Nowym Przymierzu Dla Żydów byłaby to tak duża zmiana, ze powinniśmy oczekiwać ich zdecydowanego sprzeciwu, skoro problemem dla nich był już sam fakt, że poganie nie muszą się obrzezywać. Zasada autorów NT jest jasna: to co nie jest odwołane – jest aktualne. Wiele rzeczy jest zniesionych, ale mamy na ten temat jasne stwierdzenia w NT. Na temat wyłączenia dzieci z Ludu Przymierza – NT milczy.

Po drugie, ów argument działa też w drugą stronę: Nie mamy w NT żadnego przypadku chrztu dziecka z wierzącej rodziny na wyznanie wiary. Widzimy więc wyraźnie, że nie zawsze praktykujemy rzeczy, co do których mamy proste stwierdzenia lub bezpośredni nakaz. Np. Biblia nigdzie wprost nie mówi, że „Bóg jest Trójjedyny". Nie ma też opisanego przypadku przystępowania kobiet do Wieczerzy (przy ustanowieniu nie było żadnej kobiety!). Jednakże przyjmujemy te rzeczy (zupełnie słusznie) na podstawie logicznego wnioskowania z różnych fragmentów Pisma. Podobnie rzecz się ma z chrzczeniem niemowląt. Jest on naturalnym i oczywistym wnioskiem wynikającym z przestudiowania całości Pisma Św. i Bożego działania w historii.

- Wszyscy ochrzczeni to byli dorośli i wyznawali wiarę. Wiara stawiana jest jako warunek chrztu.

Jeśli to prawda, to nie powinniśmy chrzcić młodzieży (nastolatków). Nie mamy przykładu chrztu ani młodzieży ani dzieci z rodzin wierzących na wyznanie wiary. Po drugie, opisy chrztu dorosłych nie wykluczają chrztu dzieci. Jeśli mówię, że dziś ochrzciliśmy 30 kobiet, nie znaczy to, że mamy zasadę, że nie chrzcimy mężczyzn. Po prostu oznajmiłem, że w danej sytuacji ochrzciliśmy kobiety, nic nie mówiąc na temat zasady dotyczącej mężczyzn. Jeśli Biblia mówi, że ochrzczeni zostali dorośli, nic nam to nie mówi na temat zasady dotyczącej ich dzieci.

Wyznanie wiary jest konieczne dla dorosłego nawróconego. Działalność wczesnego kościoła była działalnością skoncentrowaną na misji. Ewangeliści i apostołowie spotykali się z osobami, które nigdy wcześniej nie zostały włączone do kościoła poprzez chrzest, stąd zrozumiałe jest, że oczekiwali wyznania wiary od owych osób (np. Dz 8:36-37). Podobnie było w czasach Starego Przymierza, gdy ktoś chcąc się przyłączyć do Ludu Bożego musiał zostać obrzezany jako dorosły. Wiara jest stawiana jako warunek chrztu dla dorosłych, którzy są w stanie wyznać wiarę i nigdy wcześniej nie zostali ochrzczeni. W przeciwnym wypadku argument przeciwko chrzczeniu niemowląt jest argumentem przeciwko ich zbawieniu, gdyż jeśli wiara w wieku dorosłym jest wymogiem chrztu (bezwzględnie i zawsze) to zbawionym można być tylko jako osoba dorosła (skoro bez wiary nie można być zbawionym). Karkołomną konsekwencją tego podejścia powinno być traktowanie wszystkich zmarłych (i żyjących także) niemowląt jako spędzających swą wieczność w piekle w obliczu Bożego gniewu. Pismo uczy, że wszyscy jesteśmy grzesznikami od samego poczęcia i jedynym sposobem ucieczki przed Bożym gniewem jest wiara w Jezusa Chrystusa. Ci, którzy nie są w stanie uwierzyć, nie są w stanie uciec przed owym gniewem i nie mogą być traktowani jako uczestnicy niebiańskiej świątyni. Do takich wniosków powinno prowadzić nas traktowanie wszystkich niemowląt jako nie będących częścią Ludu Bożego. Co ciekawe jednak, nie znam chrześcijanina, który z całym przekonaniem i pewnością uważa, że wszystkie zmarłe niemowlęta idą do piekła, tak jak z całym przekonaniem stwierdza, że nie powinny być chrzczone.

Oczywiście niemowlęta nie mają zdolności, by wierzyć w Jezusa. Podobnie jak owej zdolności nie ma żadna osoba dorosła. Nikt z nas nie posiada wiary ze względu na rozwiniętą świadomość lub wysoki iloraz inteligencji. To co powstrzymuje niemowlęta (podobnie zresztą jak dorosłych) przed wiarą jest nie tyle ich jeszcze nierozwinięty mózg ile grzeszne i martwe duchowo serce. Pismo jednak uczy, że Bóg jest większy niż nierozwinięty umysł i grzeszne serce. Jeśli Bóg dokonuje cudu nowego narodzenia na dorosłych grzesznikach (jak ja lub Ty), to potrafi i czyni to również w życiu małych dzieci.

- Chrzest jest dla odrodzonych

Jeśli tak stawimy sprawę, to mamy problem ważności chrztu kogokolwiek. Nie zbadamy serc. Kościoły wierzące, że chrzest tylko jest dla odrodzonych konsekwentnie chrzczą ludzi po kilkanaście razy nie mając pewności, że w końcu dana osoba się narodziła na nowo. Takie podejście to absurd.

Pismo uczy, że niemowlęta mogą być tak samo odrodzone jak dorosły (Jan Chrzciciel – Łuk 1:15; 1:41). Nie naszą rzeczą jest jednak wnikać w to kto jest odrodzony. To dzieło to Ducha Św., nie nasze (Jana 3:3-5). Ważność chrztu nie zależy więc od stanu serca osoby chrzczonej. Tak jak nie od stanu serca zależała ważność obrzezania. Kościół dla zachowania ważności chrztu zawsze akcentował 3 kryteria: forma, intencja, materia. W przypadku chrztu niemowląt udzielanego w kościele chrześcijańskim są one zachowane.

- Chrzest niemowląt przyczynia się do rozszerzania nominalnego chrześcijaństwa

To fakt. Jednakże tylko w tym kościołach, które „masowo" chrzcząc nie stosują dyscypliny kościelnej w biblijny sposób. Należy jednak dodać, że dyscyplina to problem w każdym kościele. Z drugiej jednak strony nadmierna gorliwość w dyscyplinie szkodzi i prowadzi do sekciarstwa (sekty były elitarnymi grupami). Wiele zborów chrzczących tylko na wyznanie wiary nie stosuje dyscypliny. Również tam panuje nominalizm, legalizm i letniość. Problemem nie jest więc to, jaką dany zbór ma praktykę chrztu, ale zaniedbania w przestrzeganiu dyscypliny kościelnej. Jest to więc problem duszpasterski zarówno kościołów reformowanych, jak i np. baptystycznych. Zaniedbania są wszędzie. W wielu zborach są hipokryci i niewiele się z tym w większości sytuacji robi.

Co ciekawe, bardzo często nie kwestionuje się nawrócenia chrześcijanina pojmującego niewierzącą osobę („toleruje" się członkostwo osób których nie ma w zborze od roku lub są ze sobą skłócone), a kwestionuje się prawo do członkostwa 4-latka który mówi, że kocha Jezusa i ufa Mu całym sercem (i widać to w jego zachowaniu). Pan Jezus i Jego kościół to nie są dziedziny dostępne „tylko dla dorosłych". Chrześcijaństwo to nie religia tylko dla dojrzałych, intelektualnie rozwiniętych ludzi, lecz również dla „tych najmniejszych". Każda rodzina powinna dążyć do tego by mieć w swoim gronie dzieci. Kościół zaś jest opisywany w Piśmie jako duchowa rodzina.

- Chrześcijaństwo to sprawa samodzielnego wyboru.

I nie ma co „na siłę" czynić z nikogo chrześcijanina – dodaje się. Jednakże zauważmy, że „dedykacja" w Kościele Baptystów, karmienie, dyscyplinowanie dziecka, katechizacja, ubieranie - to rzeczy, które czynimy nie pytając o zgodę dziecka. Czy ono te rzeczy wybrało? Nikt w kościołach ewangelicznych nie pyta o zgodę dziecka czy chce pójść na nabożeństwo lub Szkółkę Niedzielną. Rodzice wiedzą co jest dla dziecka dobre i stosują tą zasadę w wielu doczesnych sprawach. Lekceważą zaś ją często w o wiele ważniejszych – wiecznych, mówiąc: „Jak dorośnie samo wybierze czy pójdzie za Jezusem". Jeśli wierzysz, że masz prawdziwy skarb – prawdę, która daje życie, to czy będziesz wychowywał dziecko w wolności i neutralności? Będziesz dzieciom wskazywał możliwości wyboru (Budda, Jezus, Mahomet, Karol Marks, Platon, Konfucjusz, Wisznu itp.), czy też ze względu na jego wieczność prowadził ku prawdzie i życiu?

- To powrót i nieotrząśnięcie się z katolicyzmu

To słowa osoby, która nie zadała sobie trudu by posłuchać o przyczynach chrzczenia niemowląt w kościołach reformowanych. Kościół Katolicki chrzci wierząc, że bez chrztu nie można być zbawionym. Zgodnie z podejściem katolickim chrzest sam w sobie obmywa grzech pierworodny i łączy się z automatycznym otrzymaniem Ducha Św. To sakramentalizm. Nie z takich powodów praktykuje się chrzest niemowląt w kościołach reformowanych. Reformatorzy prowadzili żywą dysputę z anabaptystami na ów temat przedstawiając mnóstwo argumentów biblijnych za włączeniem dzieci do społeczności kościoła. Nieprawdą jest więc również to, że nie zdążyli zająć się tematem chrztu (i z rozpędu przejęli go z katolicyzmu) będąc pochłoniętymi przez doktryny zbawienia z łaski i usprawiedliwienia przez wiarę.

W teologii reformowanej chrzest jest znakiem włączenia do Przymierza i społeczności Ludu Bożego. Naznacza dziecko jako ucznia Jezusa, który jest zobowiązany żyć dla Boga. Nauczycielami w tym procesie są rodzice, zaś miejscem gdzie dziecko duchowo wzrasta – rodzina i kościół.