Synergizm - Patch Blakey

Człowiek niewierzący mocno obstaje przy swojej autonomii. Nic dziwnego, skoro toczy wojnę z Bogiem, kocha ciemność raczej niż światłość i szuka swego, co w ostateczności prowadzi do śmierci. Człowiek nieodrodzony jest martwy w swoich grzechach i przewinieniach (Ef 2:1). Ponieważ jest synem Adama (Rzym 5:12) i z powodu własnych grzechów (Iz 59:2) człowiek niewierzący pozostaje z dala od Boga. Źródłem umiłowania ludzkiej autonomii jest pycha.

Dlatego powinno nas dziwić umiłowanie ludzkiej autonomii u chrześcijan. Choć ustami wyznają, że to Bóg ich zbawił, to jednak przyciśnięci do muru przyznają, że ostateczną przyczyną ich zbawienia była ich własna autonomiczna decyzja. Innymi słowy, Bóg stworzył warunki do zbawienia, ale to człowiek sam, kierując się swoją grzeszną wolą, postanowił uwierzyć, co poskutkowało zbawieniem. Takie podejście do zbawienia jest z gruntu synergistyczne.

Synergizm to proces, w którym dwa lub więcej organizmów osiąga cel niemożliwy do osiągnięcia przez każdy z nich w pojedynkę. Wielu chrześcijan wierzy, że Bóg nie może nikogo zbawić bez jego współpracy, choćby świadomego przyzwolenia. Podobnie człowiek nie może się zbawić bez odkupieńczej śmierć Chrystusa. Jednak zbawienie jest możliwe tylko w wyniku współpracy między Bogiem, a człowiekiem, taki pogląd nazywamy teologicznym lub soteriologicznym (tzn. zbawczym) synergizmem. Służy on zachowaniu autonomii grzesznego człowieka i to nawet w sprawie przemiany go w nowe stworzenie. Tym sposobem importuje się do teologii zbawienia tę samą truciznę, z powodu której zbawienie stało się konieczne.

Apostoł Paweł napisał: „Tak więc, jeśli ktoś jest w Chrystusie, nowym jest stworzeniem; stare przeminęło, oto wszystko stało się nowe" (2 Kor 5:17). A na innym miejscu: „Albowiem ani obrzezanie, ani nieobrzezanie nic nie znaczy, lecz nowe stworzenie" (Gal 6:15). Bóg oczekuje nowego stworzenia, a nie starego, grzesznego. Gdyby było inaczej, to od czego mielibyśmy być zbawieni?

Biblia jasno stwierdza, że Bóg jest Stwórcą, dawcą wszelkiego życia. Tylko On może dać nowe życie. Spójrzmy na kilka przykładów. Mojżesz następująco opisał stworzenie człowieka: „Ukształtował Pan Bóg człowieka z prochu ziemi i tchnął w nozdrza jego dech życia. Wtedy stał się człowiek istotą żywą" (1 Mj 2:7). Zauważmy, że gdy pierwszy raz pojawiło się nowe życie, Adam nie pomagał Bogu w stwarzaniu go. W rzeczy samej, Adam ulżył wolnej woli dla sprowadzenia śmierci na siebie i na resztę stworzenia.

Inny przykład mamy w proroctwie Ezechiela. Znajdujemy tam wizję doliny wyściełanej wyschłymi kośćmi. Bóg nakazał prorokowi przemówić do kości: „Tak mówi Wszechmocny Pan do tych kości: Oto Ja wprowadzę do was ożywcze tchnienie i ożyjecie. I dam wam ścięgna, i sprawię, że obrośniecie ciałem, i powlokę was skórą, i dam wam moje ożywcze tchnienie, i ożyjecie, i poznacie, że Ja jestem Pan." (Ez. 37:5-6). Tu nasuwa się kilka uwag. Po pierwsze, kości pozostawały martwe, zanim Bóg ich nie ożywił. Po drugie, kości nie miały nic do powiedzenia na temat tego, czy chcą ożyć, czy też pozostać martwe. Bóg nawet próbował nakłonić kości do tego, by przyszły do niego i prosiły o ożywienie ich. Bóg postanowił je ożywić i tak też uczynił.

W Nowym Testamencie czytamy o Łazarzu, przyjacielu Jezusa, który zachorował i umarł. Jezus poszedł do Bretanii, by go wskrzesić. Kiedy nakazał odwalić kamień zakrywający wejście do grobu, wtedy Marta siostra Łazarza, odradzała to mówiąc, że ciało Łazarza już śmierdzi, gdyż leży w grobie od czterech dni. Jezus jednak nalegał, a kiedy kamień został odwalony, pomodlił się do Ojca. „A gdy to rzekł zawołał donośnym głosem: Łazarzu wyjdź!" (Jn 11:43). Łazarz wyszedł z grobu żywy. Znów warto zwrócić uwagę na schemat wydarzeń. Łazarz był martwy, Jezus przemówił i Łazarz ożył. Żadnego namawiania ani przekonywania. Żadnego synergizmu. Tylko życiodajne działanie Boga.

Nawet w rozmowie z Nikodemem Jezus napomniał tego nauczyciela w Izraelu za to, że nie wiedział, iż musi narodzić się na nowo, by wejść do Królestwa Bożego (Jn 3:3-10). Jaki jest jednak wkład niemowlęcia w swoje własne narodziny? Tym samym Jezus wyjaśnił Nikodemowi, że tylko Bóg udziela nowego życia: „Wiatr wieje dokąd chce, i szum jego słyszysz, ale nie wiesz skąd przychodzi i dokąd idzie; tak jest z każdym, kto się narodził z Ducha" (Jn 3:8). Gdybyśmy mieli własny wkład w nasze zbawienie, to na pewno byśmy o tym wiedzieli, ale wtedy ta analogia Jezusa nie miałaby sensu.

Oczywiście, posiadamy wolę, ale jest to ludzka, grzeszna wola, pełna pychy i zadufania w sobie – wroga wszystkiemu co Boże. Jako nowe stworzenie musimy zostawić za sobą starego człowieka i porzucić heretyckie twierdzenie, że oprócz Boga również człowiek musi wnieść swój udział do zbawienia. Synergizm powszechnie występuje w przyrodzie, ale nie ma dlań miejsca w chrześcijańskiej doktrynie zbawienia.

Artykuł ukazał się w "Credenda Agenda" 14/1 www.credenda.org