Tatusiu, czy Bóg jest moim Ojcem? - Paweł Bartosik

Pismo a dzieci

Dyskusja na temat chrztu niemowląt powinna rozpocząć się od naszych dzieci. Tak naprawdę jest to dyskusja na temat naszego potomstwa i ich miejsca w kościele. Pismo na szczęście nie pozostawia nas tu w niepewności i domysłach. Biblia nie tylko czyni różnicę między dziećmi chrześcijan, a dziećmi pogan, lecz również kieruje zapewnienia i obietnice dla wierzących rodziców odnośnie ich dzieci – Ps 102:25-29; Ps 103:17-18; Iz 59:21; Jer 32:37-40; Ez 37:24-26; Mal 2:15 (więcej na ten temat w art. „Boże obietnice dla wierzących rodziców" – aut. PB). Stąd wnioskujemy o ich prawie do otrzymania znaku chrztu i wejścia do społeczności Ludu Bożego. Zilustrujmy to na przykładzie wierzącej kobiety. Biblia uczy nas, że wierzące niewiasty są „w Chrystusie" (Gal 3:28) i mają prawo do chrztu (Dz.Ap. 8:12). Stąd mają również prawo do uczestnictwa w Wieczerzy Pańskiej, pomimo iż Biblia nie podaje nam ani jednego bezpośredniego stwierdzenia, ani nakazu aby kobiety przystępowały do Stołu Pańskiego (pamiętajmy, że gdy ustanawiana była pamiątka Wieczerzy Pańskiej, wśród obecnych nie było żadnej kobiety). Jednakże na podstawie ich statusu w Chrystusie wnioskujemy, że mają one prawo do uczestnictwa w ustanowieniu Pańskim (sakramencie) tak samo jak wierzący mężczyźni. Nie możemy zrobić odwrotnej rzeczy: wyjść od tego, że Pismo milczy na temat uczestnictwa kobiet w Wieczerzy i stąd wyciągnąć wniosek, że w takim razie powinniśmy wątpić na temat ich pozycji w Chrystusie. Tak jednak czynimy studiując kwestię kim są nasze dzieci. Jaka jest ich pozycja przed Bogiem? Czy mają prawo, tak jak ich rodzice być częścią tego samego kościoła już od maleńkości?

Niektórzy nasi drodzy Bracia w Panu rozpoczynają dyskusję na ten temat od otworzenia konkordancji i upewnienia się, że nie ma w Biblii żadnego wersetu mówiącego: „Chrzcijcie wasze niemowlęta". Na tej podstawie wyciągają wniosek, że skoro takiego wersetu nie ma – to oznacza, że powinniśmy wątpić na temat ich pozycji w Chrystusie i przynależności do Ciała Chrystusowego (kościoła). Owi chrześcijanie robią więc coś zupełnie odwrotnego niż w pierwszym przypadku, kiedy wyciągają logiczny wniosek z Pisma o uczestnictwie kobiet w Wieczerzy, pomimo braku jednoznacznego wersetu na ten temat.

Pan Jezus a dzieci

Kim więc są nasze dzieci? Jak powinniśmy je traktować?

Jako dzieci Boże do których należy Królestwo Niebios i obietnice Przymierza? Czy jako pogan, które zanim nazwą Boga swoim „Ojcem" i „Panem" – muszą „podjąć decyzję o przyjęciu Jezusa". Jezus daje nam przykład jaka powinna być nasza postawa wobec „tych najmniejszych".

Mt. 18:1-7

1. W owym czasie przystąpili uczniowie do Jezusa, pytając: Kto też jest największy w Królestwie Niebios?

2. A On, przywoławszy dziecię, postawił je wśród nich

3. I rzekł: Zaprawdę powiadam wam, jeśli się nie nawrócicie i nie staniecie jak dzieci, nie wejdziecie do Królestwa Niebios.

4. Kto się więc uniży jak to dziecię, ten jest największy w Królestwie Niebios.

5. A kto przyjmie jedno takie dziecię w imię moje, mnie przyjmuje.

6. Kto zaś zgorszy jednego z tych małych, którzy wierzą we mnie, lepiej będzie dla niego, aby mu zawieszono u szyi kamień młyński i utopiono go w głębi morza.

7. Biada światu z powodu zgorszeń! Wprawdzie zgorszenia muszą przyjść, lecz biada człowiekowi, przez którego zgorszenie przychodzi.

Pan Jezus stawia małe dziecko jako wzór do naśladowania dla nas. Mamy stać się jak dzieci, by wejść do Królestwa. Jezus chce nas nauczyć, że wiara dziecka jest wiarą szczerą, a nie obłudną. Jest wiarą ufną, a nie udawaną. Dziecko wierzy w to, co mówią do niego rodzice. Czasami podważamy wiarę dzieci tylko dlatego, że zostały jej nauczone przez rodziców (!). Mówi się: „Och, ono mówi, że kocha Jezusa i wierzy, bo rodzice go tego nauczyli. To nie jest szczere ani świadome. Nie traktujmy poważnie takiej wiary, gdyż życie pokazuje, że wiele takich 4-latków gdy dorasta niewiele ma wspólnego z chrześcijaństwem." Tymczasem wiara nauczona przez rodziców w niczym nie jest gorszą wiarą niż wiara nauczona przez misjonarza na ulicy lub Billy Grahama podczas ewangelizacji. Pismo wręcz zachęca, by to rodzinny dom był środowiskiem w którym nasze dzieci wzrastają w wierze i poznaniu Pana Jezusa (5 Mj 6). Co więcej, osoby chcące przyjść do Jezusa na ewangelizacji Billy Grahama powinny, zgodnie ze słowami Jezusa, uczyć się szczerego i dziecięcego podejścia do wiary i Boga od owych „maluczkich". Pan Jezus w w.5 mówi, że przyjmować dzieci w imieniu Pańskim to przyjmować Jego. Bardzo często zajmujemy w kościele postawę uczniów odpędzających dzieci od Pana Jezusa: „Och, rozumiem, Tomusiu, że mówisz, że kochasz Jezusa i że On ci przebaczył grzechy, ale na razie nie możemy cię przyjąć do zboru, ochrzcić i potraktować jako jednego z nas. Jesteś jeszcze za malutki. Nie masz głębokiej świadomość własnej grzeszności i znasz jeszcze teologii krzyża ani celu zstąpienia Ducha Św. Poczekaj jeszcze, proszę, jakiś czas." Nie taką postawę wobec dzieci miał Pan Jezus.

W wersecie 6 Pan Jezus ostrzega przed zgorszeniem jednego z tych małych, którzy wierzą w Niego. Czy naprawdę Pan Jezus miał rację? Czy małe dziecko może w Niego wierzyć? Co ciekawe Pan Jezus używa tu słowa „paideon" odnoszące się do bardzo małych dzieci (nawet czasami niemowląt, por. z Mt 2:8-11; Łuk 1:52; 2:17.21; Jana 16:21). Nasze dzieci są w stanie wierzyć o wiele wcześniej niż często nam się wydaje. Łatwo jest stwierdzić: „Nie traktuję poważnie wiary, słów i modlitw moich dzieci do 12 roku życia i do tego czasu nie zgodzę się na ich chrzest". Czy jednak będzie to biblijna postawa, której chciał nas nauczyć Pan Jezus?

Łk. 18:15-17

15. Przynieśli też do niego i dzieci, aby się ich dotknął. A widząc to uczniowie, gromili ich.

16. Jezus zaś przywołał je i rzekł: Pozwólcie dzieciom przychodzić do mnie i nie zabraniajcie im. Albowiem do takich należy Królestwo Boże.

17. Zaprawdę powiadam wam, kto nie przyjmie Królestwa Bożego jak dziecię, nie wejdzie do niego.

Pan Jezus mówi, że dzieci, które zostały do Niego przyniesione – przyszły do Niego. Jezus napominając uczniów mówi, że właśnie do takich należy Królestwo Boże (czas teraźniejszy). Nie mówi nic o tym, ze Królestwo będzie do nich należało, jeśli staną się jak dorośli. Nie możemy wkładać w ten tekst naszych uprzedzeń sądząc, że Panu Jezusowi chodziło o tych jak te dzieci, ale nie o owe dzieci. Pan Jezus stwierdził, że właśnie do takich należy Królestwo Boże (więc również do nich). Czy mamy prawo odmawiać przyjmowania dzieci do kościoła wraz z ich wierzącymi rodzicami skoro również i do nich należy Królestwo?

Kościół a dzieci

Bóg tak stworzył ten świat, że dzieci dopóki są małe akceptują bez powątpiewania to, co mówią na temat świata ich rodzice. Wielu rodziców uczy swoje dzieci wiary w Świętego Mikołaja, który 24 grudnia wkrada się przez komin lub balkon i niepostrzeżenie przynosi dzieciom prezenty pod choinkę. Dzieci raczej rzadko pytają w jaki sposób Święty Mikołaj wchodzi do komina lub wskakuje na balkon. A jeśli pytają – to wierzą odpowiedziom rodziców. Nie pytają również jak jedna osoba może w ciągu jednej nocy odwiedzić wszystkie domy na świecie i rozdać wszystkim prezenty. Dzieci wierzą w to, co mówią ich rodzice. Czy ich wiara jest wiarą prawdziwą? Wypowiedzi Jezusa sugerują, że jak najbardziej. Jezus powiedział nie tylko, że wiara dzieci jest wiarą realną, lecz również, że jest wiarą modelową, stawianą jako wzór. Właśnie ta wiara jest tą wiarą, która prowadzi ku życiu wiecznemu.

Wszyscy wiemy, że małe dzieci wierzą w to, czego uczą ich rodzice. Zgodnie ze słowami Jezusa dorośli powinni mieć to samo bezgraniczne zaufanie do Niebiańskiego Ojca i Jego Słowa. Dzieci nie zawsze ukierunkowują swoją wiarą we właściwy obiekt (np. w Świętego Mikołaja), lecz na pewno nie możemy powiedzieć, że ich wiara jest nieautentyczna.

Kiedy dziecko wierzy Jezusowi – jego wiara jest szczera, choć z pewnością jeszcze niedojrzała. Jednak dzięki Bogu, zbawienie nie przychodzi poprzez intelektualną dojrzałość, (wówczas niewielu z nas byłoby zbawionych) lecz właśnie przez dziecięce zaufanie do naszego Stwórcy. Powinniśmy poważnie traktować wiarę małych dzieci.

Niektórzy zadają pytanie: „ale od jakiego wieku?". Nie ma jednoznacznej odpowiedzi na to pytanie, stąd i my nie powinniśmy się upierać przy ustalaniu jakiejś granicy wiekowej. Zgodnie z tym co widzę w Piśmie Św. i obserwuję w chrześcijańskich rodzinach, bez względu na to czy dziecko ma 2, 4 lub 6 lat – jest w stanie modlić się do prawdziwego Boga z prawdziwą ufnością. Wyznanie wiary dziecka jest prawdziwym wyznaniem. Dojrzałość, zrozumienie, świadomość teologiczna przychodzą z czasem, jednakże wiara nie jest sprawą jedynie intelektu i metryczki. Wielu z nas nauczyło się modlitwy Pańskiej, szczerze ją odmawiając, zanim zrozumieliśmy jej treść. Każdy 4-latek jest w stanie szczerze wyznać: „Jezus umarł za mnie, On mnie kocha, Bóg jest Trójcą" itp. Oczywiście, niekoniecznie rozumie to, co stwierdził np. mówiąc „Bóg jest Trójcą". To jednak nie jest problem. Ani jego rodzice ani jego pastor również tego nie rozumieją. Ale wyznają tą prawdę ponieważ zostali o niej pouczeni przez Ojca Niebios i Jego Słowo.

Rodzice powinni mieć tu oczywiście również duchowe rozeznanie, jednakże zasadą Pisma jest, że dzieci mogą wierzyć bardzo wcześnie i nie powinniśmy stawiać im przeszkód by wzrastały w kontekście kościoła jako jego część. Miejscem wzrostu dla naszych dzieci nie jest świat, tak jakby wejście do społeczności kościoła (członkostwa) było nagrodą za intelektualną dojrzałość i zrozumienie teologicznych pojęć. To kościół (tak jak rodzice) powinien przyjmować wszystkie dzieci swoich członków, duchowo je karmić i roztoczyć nad nimi opiekę. Nasze dzieci są częścią kościoła, a nie świata. Dzieci chrześcijan są uczniami Chrystusa, a nie szatana (trzeciej możliwości Pismo nie daje). Powinny być więc traktowane jak dzieci Boga, a nie dzieci świata.

Chrzest i chrześcijańska edukacja

Jeśli akceptujemy wiarę dziecka i wierzymy, że również do owych maluczkich należy Królestwo Niebios, dlaczego czekamy z udzieleniem chrztu, wątpiąc w słowa Jezusa? Zazwyczaj odpowiedź jaką można usłyszeć to stwierdzenie, że „wielu z tych, którzy zostali ochrzczeni jako niemowlęta lub jako 5-latki - odchodzą od zboru w wieku nastoletnim. Nie ma więc sensu śpieszyć się z udzieleniem chrztu." Oczywiście, jest to prawda, zauważalna w każdym kościele. Jednakże nie sądzę, że powodem odejścia była nieszczerość wyznania owego 5-latka. Przyczyny raczej należy upatrywać w procesie edukacji chrześcijańskiej i duchowego wzrostu.

Większość chrześcijan nie widzi problemu w tym, że wiele naszych dzieci przez większą część dnia wzrasta w środowisku, które jest Bogu wrogie, dla którego Bóg jest niepotrzebny w naszej codzienności. Rodzice nie widzą problemu, że w niechrześcijańskim systemie edukacyjnym ich dzieci są uczone życia i myślenia bez Boga. Przez większość swojego życia są nauczane, że są w stanie zrozumieć świat w którym żyją bez Trójjedynego Boga, bez Jego Słowa i bez modlitwy. Ten proces zajmuje większość ich czasu od 6 do 18 (lub 23) roku życia i trwa do czasu aż staną się dorosłe.

Pomyślmy: jeśli posyłalibyśmy nasze dzieci na spotkania edukacyjne organizacji „Świadków Jehowy" na 30 lub więcej godzin tygodniowo przez 12 lat (!) czy bylibyśmy zaskoczeni, gdyby w pewnym momencie zaczęły się zachowywać i myśleć jak Świadkowie Jehowy? Jeśli posyłamy dzieci do szkół, gdzie Bóg jest nieobecny przez 30 lub więcej godzin tygodniowo przez 12 lat, czy powinniśmy być zaskoczeni jeśli z czasem zaczną się zachowywać i myśleć jak świat? Zauważmy, że nie jest to więc problem szczerości naszych dzieci ani ich dojrzałości podczas chrztu. Jest to raczej pytanie o zaniedbania rodziny i kościoła w dziedzinach chrześcijańskiej edukacji i prowadzenia dzieci w procesie rozumienia Bożego (a nie neutralnego) świata. Mamy dzieci wychowywać dla Bożej chwały (Ef 6:4), dla Pana – to jest nasz cel. Jeśli tego nie czynimy – nie dziwmy się, że wkrótce będziemy oglądali konsekwencje naszych zaniedbań.

Oczywiście, to o czym napisałem powyżej to tylko jeden przykład zagrożenia dla wiary naszych dzieci. Może być ich znacznie więcej – media, pornografia, internet, sekty, nieodpowiednie towarzystwo, lenistwo i obłuda rodziców itp. Nie chodzi o izolację naszych dzieci. Chodzi raczej o świadomy wpływ rodziców na wychowanie i prowadzenie dziecka ku Bogu poprzez dawanie własnego przykładu.

Wiemy również, że wielu dorosłych, którzy wyznawali swoją wiarę, również odpada i odchodzi z kościoła. To jednak nie powstrzymuje nas by ich chrzcić. Co stałoby się jednak z dorosłym, który wyznał swoją wiarę zupełnie szczerze, a następnie posłalibyśmy go do organizacji „Świadków Jehowy", aby był tam szkolony od godziny 8 do 15, od poniedziałku do piątku przez 12 lat? Co by się stało gdybyśmy to czynili z każdym nowoprzyjętym członkiem zboru? Jeśli mamy świadomość, że niedojrzały (dorosły) chrześcijanin powinien być chroniony od zgubnych wpływów i błędów, dlaczego zapominamy o tym w przypadku naszych dzieci?

Sianie zwątpienia

Jak więc powinniśmy traktować nasze dzieci? Czy mają one prawo do modlitwy „Ojcze Nasz"? Czy mają prawo nazywać Boga swoim Ojcem? Czy mają prawo nazywać Jezusa swoim Panem i Zbawcą odkąd tylko nauczą się mówić? Powątpiewając w autentyczność ich najwcześniejszych wyznań, nie tylko postępujemy wbrew słowom Jezusa, ale i pomagamy im myśleć o sobie samych jako o kimś, kogo wiara nie może być traktowana poważnie. Nie powinno nas dziwić, że dziecko którego wiara jest podważona przez rodzica lub kościół („Poczekaj z chrztem bo jesteś jeszcze zbyt młody, a u nas chrzcimy tylko dojrzałych ludzi") zacznie z czasem patrzeć na siebie tak, jak patrzą na niego rodzice i kościół – jako kogoś kogo wiara nie może być brana poważnie pod uwagę. Dlaczego więc dziwimy się, że owo dziecko zaczyna zachowywać się tak jakby było niechrześcijańskie? Przecież sami je o tym zapewniliśmy! Właśnie nauczyliśmy nasze dzieci zwątpienia!

Wyobraźmy sobie, że 4-letni Jaś idzie do swojego taty mówiąc, że wierzy w Jezusa i kocha Go całym sercem. Co może zrobić ojciec w tej sytuacji? Może albo wierzyć swojemu synowi albo mu nie wierzyć. Jeśli mu nie wierzy – uczy chłopca wątpić we własne wyznanie (tak jak on to właśnie zrobił). Jaś co prawda myśli, że wierzy w Jezusa, lecz jego ojciec, starszy i doświadczony w chrześcijańskim stażu sieje zwątpienie w serce chłopca uświadamiając mu, że jego wiara jeszcze nie jest „tą wiarą".

Jaś uczy się w ten sposób, że w bardzo podstawowym sensie wciąż jest „outsiderem", jest „poza" kościołem i jego więź z Jezusem nie jest „tą więzią" o którą chodzi. Jest poza kościołem z jakiejś przyczyny. Zastanawia się, czy jego wiara w Jezusa jest błędna lub nie taka, jaka powinna być. W ten sposób uczy się wątpić w to co przeżywa i w co wierzy.

„Prawdziwa" wiara to zapewne taka, którą mają inni, najlepiej dorośli. Dla wielu dzieci jest to droga, którą przeszli idąc do świata, buntu i niewiary. Odeszły od Boga, łamiąc serca rodziców, którzy w swojej nierozsądnej gorliwości, sami nauczyli synów i córki wątpić w ich dziecięce wyznania. Później, kiedy mówią swoim już zbuntowanym nastolatkom o ufnej, dziecięcej wierze w Pana Jezusa – postępują wbrew temu, czego ich wcześniej uczyli. Przecież zostały kilka lat wcześniej nauczone, że dziecięca wiara to wiara naiwna i nie może być poważnie traktowana. Jakże więc chcemy nastolatkom powiedzieć o potrzebie posiadania takiej wiary?

Dramatyczne nawrócenia

Wielu rodziców i pastorów uczy chrześcijańskie dzieci wiary polegającej na dramatycznym nawróceniu z pogańskiego, bezbożnego życia. Świadectwa nawrócenia Apostoła Pawła lub Nicky'ego Cruza uczynili normami dla własnych dzieci. W wielu ewangelicznych kościołach oczekuje się, że miejscem nawrócenia dzieci będą obozy, na których odmawia się „modlitwę grzesznika" lub ewangelizacje, na których wychodząc do przodu „podejmują decyzję dla Jezusa". Bóg jednak powiedział chrześcijańskim rodzicom, aby wychowywali swoje dzieci w taki sposób aby miały one bardzo nudne świadectwa. O tym mówi Ef 6:4. Dzieci wychowywane „od maleńkości" w poznaniu Pana nie powinny być uczone, o potrzebie doświadczania jakiegoś super-przełomu w swoim życiu. Powinny być tak wychowywane, aby nie pamiętały w swoim życiu okresu, w którym nie kochały Pana Jezusa. Choć oczywiście musimy pamiętać, że Bóg pozostaje suwerenny i zbawia jak chce, kogo chce i kiedy chce. Mówimy jednak o biblijnym modelu dotyczącym prowadzenia dzieci ku wierze.

Nawrócenie Ap. Pawła nie jest standardem ani modelem nawróceń dla naszych dzieci. Nie jest to coś czego powinniśmy oczekiwać jako wzorca w życiu naszych pociech (choć Bóg i w taki sposób działa w naszych dzieciach). Wzorzec dla naszych dzieci mamy raczej w Tymoteuszu który prowadzony przez babcię i mamę – od niemowlęcych lat wzrastał w poznaniu Pisma (2 Tm 3:14-15). Prawdopodobnie jego świadectwo byłoby o wiele nudniejsze niż świadectwo Ap. Pawła. Byłoby jednak zachęcającym przykładem tego w jaki sposób pobożni rodzice powinni prowadzić swoje dzieci ku posłuszeństwie Chrystusowi.

Konsekwencje

Często brakuje nam w życiu konsekwencji. Kiedy dzieci z chrześcijańskich rodzin umierają – bardzo często traktujemy je jako zbawione. Dlaczego nie chcemy przyznać, że uważamy je za takie dopóki żyją? Przecież wspólnie z nimi się modlimy, wielbimy Boga jako naszego Ojca i Odkupiciela, zapewniamy je o Bożej akceptacji w Chrystusie. Jeśli więc czynimy to wraz z nimi – dlaczego mielibyśmy nie chcieć ochrzcić ich jako tych, którzy są częścią nas ?

Konsekwentnie traktując dzieci jako osoby „spoza kościoła", a więc nie mające prawa do chrztu i do bycia częścią Ludu Bożego, jedyną rzeczą, której owinniśmy od nich wymagać jest „decyzja o nawróceniu". Biblia uczy, że Bóg pozostaje głuchy na modlitwy niewierzących i nie powinniśmy nikogo, kogo traktujemy jako niechrześcijanina zachęcać do wielbienia Boga, życia w uświęceniu, zwracania się do Boga „Ojcze" – dopóki ta osoba się nie nawróci.

Nie czynimy jednak tego w stosunku do naszych dzieci (na szczęście) wierząc (może podświadomie), że i one są częścią tego samego kościoła co my. Zapewniamy je od najwcześniejszych lat, że nasz Bóg i Pan jest ich Bogiem i Panem. Dlatego uważamy je w naszej praktyce (choć może nie zawsze w teologii) za wierzące. Dlaczego więc mamy obawy, by przynieść je do chrztu i wychowywać na Bożą chwałę, wspólnie wzrastając w jednym kościele wielbiąc jednego Boga i Zbawiciela – Jezusa Chrystusa?