Czy mamy bać się polityki? - Paweł Bartosik

Dlaczego w chrześcijańskich pismach, w rozmowach między chrześcijanami pojawia się temat polityki lub zaangażowania w życie społeczności wśród której żyją? Czasami przychodzi nam wówczas na myśl, że lepiej byłoby zająć się czymś bardziej "duchowym", skupić się na rozwijaniu relacji z Jezusem i osobistej świętości. Owszem, świętość i właściwa relacja z Bogiem to ważne sprawy o które chrześcijanie powinni dbać, a pastorzy podkreślać. Wydaje się jednak, że wciąż dzielimy dziedziny naszego życia ( za greckim sposobem myślenia ) na te świeckie ( czyli te, którymi chrześcijanie nie powinni się "brudzić" ) i duchowe. Tym zaś, którzy wypowiadają się o polityce lub nawet mówią o biblijnych zasadach dotyczących modelu funkcjonowania zdrowego państwa, zarzucamy dążenie do stworzenia raju, dobrobytu na ziemi przy pomocy polityki.

Nic bardziej błędnego. Dopóki ewangelia nie będzie głoszona, dopóki serca ludzkie nie będą zmieniane przez moc Bożego Słowa, na nic zdadzą się marzenia o chrześcijańskim Gdańsku lub chrześcijańskiej, zmienionej Słowem Bożym Polsce. Tylko Boży Duch (a nie ustawy polityczne) może przyprowadzać ludzi do wiary. Czy w takim razie oznacza to, że w sumie wszystko jedno kto nami rządzi w państwie? Celowo użyłem tego sformułowania, gdyż nie stoimy przed wyborem: chcesz czy nie chcesz być rządzony, ale przez kogo chcesz być rządzony? Według jakich praw i zasad?

Czasami słyszymy opinie, że Bóg nie zostawił reguł dotyczących rządzenia państwem. A jednak ci, którzy mówią w ten sposób często wypowiadają się o "niesprawiedliwych wyrokach", "zbyt wysokich podatkach", "złym sprawowaniu władzy" – podświadomie odwołując się do pewnych obiektywnych i niezmiennych standardów.

Pytania jednak brzmią: Jakie w takim razie wyroki za poszczególne przestępstwa są sprawiedliwe? Jaki procent podatków jest zbyt wysoki? Co znaczy dobrze lub źle sprawować władzę? I najważniejsza kwestia: kto ma nam o tym powiedzieć? Do czego (lub kogo) mamy się odwołać? Opinii większości? Wewnętrznych odczuć? Chrześcijanin bez żadnego zawahania powinien odpowiedzieć: Bóg (i Jego Słowo) jest najwyższym punktem odniesienia. I albo będziemy chcieli postępować według Bożych praw i reguł, albo według pogańskich (czyli "widzimisiowskich"). Nie ma innej możliwości. Nie ma neutralności w świecie, który w całości jest Bożym światem. Polityka, kultura, ekonomia, edukacja itd. - wszystko jest Jego. Stąd osobiście nie zamierzam oddawać niczego szatanowi ( również polityki ). Nie ma takiej dziedziny, co do której Bóg nie miałby nic do powiedzenia, pozostawionej samej sobie. Żyć we właściwy sposób w świecie oznacza rozpoznawać Boże panowanie i kontrolę nad całą rzeczywistością.

Prawdziwa ewangelia mówi o panowaniu Jezusa, który ma coś do powiedzenia na temat każdej dziedziny, którą stworzył. Stąd mamy głosić ewangelię w taki sposób, by dotykała każdego aspektu życia osoby, której z którą rozmawiamy. Modlimy się przecież słowami modlitwy Pańskiej, by wola Boża działa się tak samo "w niebie, jak i na ziemi" (Łuk 11:3). Całą rzeczywistość, a nie tylko jej część mamy przyprowadzać pod stopy Jezusa (właściwie to On ją przyprowadza – poprzez swoje Słowo, używając do tego chrześcijan).

Mam nadzieję, że nie pozwolimy by jedynie niechrześcijanie mieli wpływ na to, kto zwycięża w wyborach parlamentarnych i wycofamy się z odpowiedzialności. Zachęcam do zapoznawania się z programami, historią, sylwetkami przedstawicieli ugrupowań startujących w wyborach. Na pewno nie znajdziemy idealnych ludzi i programów. Ale nie o to przecież chodzi. Wyobraźmy sobie sytuację, że w danym kraju, gdzie zabijanie nienarodzonych ludzi jest dozwolone, jest referendum i ludzie mają głosować na ustawę, która by zdelegalizowała 85% przerwań ciąży. Nawet gdyby ta ustawa przeszła, wciąż 15 % wypadków przerywania ciąży byłoby dozwolone. Jak chrześcijanie w tym kraju powinni głosować ( i czy w ogóle powinni )? Za czy przeciw? Moim zdaniem zdecydowanie "za". To prawda, że wciąż pozostanie 15% wypadków, ale dzisiaj weźmiemy co jesteśmy w stanie wziąć, a jutro weźmiemy resztę. To jest biblijna zasada "kawałek po kawałku" (Wyj 23:29-30; Pwt 7:22). To nie jest kompromis z grzechem, ani "światem". To byłby kompromis z grzechem, gdybym głosował na ustawę (85% ) i z zadowoleniem osiadł na laurach (że cel już został osiągnięty, podczas gdy zostało jeszcze 15%). Czyli głosowanie za zdelegalizowaniem 85% zabiegów aborcyjnych nie oznacza, że to jest do końca mój pogląd. Mój cel pozostaje ten sam i bez kompromisu – 100%. Podobnie rzecz się ma z ugrupowaniami startującymi w wyborach. Decydując się głosować, musimy znaleźć tą, która jest najbliższa chrześcijańskim wzorcom sprawowania władzy.

Ale wpierw musimy poznać Boże zasady dotyczące państwa (w jakim celu Bóg ustanowił państwo, jakie zadania przedłożył rządzącym itp.), programy wyborcze ugrupowań oraz sylwetki poszczególnych kandydatów. Nie ma gotowych regułek ani odpowiedzi. Każdy z nas ostatecznie podejmuje decyzje zgodne z własnym sumieniem. Zachęcam do zaangażowania i podjęcia odpowiedzialności. Tu potrzeba jednak trochę naszego wysiłku, niemniej jednak warto go podjąć.