Chrzest, wiara i ex opere operato

Witam

Czegoś tutaj nie rozumiem- z jednej strony protestanci (luteranie, kalwiniści) piętnują katolickie ujęcie sakramentu - ex opere operato (i bardzo dobrze - ja się z tym zgadzam, to nie jest biblijne) a z drugiej uważają, że tak naprawdę nie potrzeba w ogóle wiary, bo np. chrzest żeby był ważny, trzeba tylko materii, formuły i intencji. Biblia mówi wyraźnie, ze trzeba na 1 miejscu wiary - Bóg daje łaskę przez chrzest, ale ona musi byc "aktywowana" przez wiarę.

Przecież tak naprawdę to wasz chrzest to nic innego jako zamaskowane ex opere operato, tym bardziej, że uznajecie chrzest w KK.


Proszę mi wyjaśnić, jeżeli sprawa ma się inaczej.

Pozdrawiam


Witaj,

Kilka stwierdzeń Twojego posta wymaga wyjaśnienia, a kilka sprostowania :-)

1. Zacznijmy od natury samego chrztu.

Ewangelikalni chrześcijanie (do których zapewne należysz) chrzczący na wyznanie wiary wyłącznie dorosłych, przez zupełne zanurzenie pojmują sakramenty (w tym chrzest) jako przede wszystkim działanie człowieka. Nierzadko mówi się o chrzcie w ten sposób: "To MOJE wyznanie wiary przed Bogiem i ludźmi", "JA poświadczam w ten sposób SWOJĄ decyzję oddania Bogu życia". Akcent jest położony na chrzczonego i JEGO decyzję, stąd też wynika teologia ewangelikalnych zborów uzależniających skuteczność chrztu od człowieka.

Reformowane pojmowanie do chrztu jest odmienne. Przede wszystkim jest on obiektywnym działaniem Boga, udzielającego łaski poprzez chrzest (jak słusznie zauważyłeś) i jego skuteczność nie zależy od stanu serca osoby chrzczonej. Zobacz choćby przykład Szymona Czarnoksiężnika w Dz.Ap. 8:9-22. Czy jego chrzest był chrztem skoro okazał się być człowiekiem "nieprawym" (w.22)? Nigdzie nie został wezwany do powtórzenia chrztu, lecz do "odwrócenia się od nieprawości" (w.23).


2. Luteranie i kalwiniści piętnują katolickie ujęcie sakramentu ex opere operato, jednak nie twierdzą, że chrzest nie niesie ze sobą żadnych skutków.

Nie jest jedynie pustym symbolem, lecz niesie duchową rzeczywistość. Pismo wielokrotnie wskazuje na sktuki chrztu, np.:

- identyfikacja z Chrystsuem w jego śmierci (Rzym 6:3)

- włącznienie do społeczności Ciała Chrystusa - kościoła (1 Kor 12:13)

- przyobleczenie w Chrystusa (Gal 3:27)


Oczywiście, chrzest NIE ZMIENIA natury osoby chrzczonej (jak naucza KK), lecz zmienia jej pozycję. Z osoby, która była poza przymierzem i Ciałem Chrystusa - staje się uczestnikiem Ciała Chrystusowego, którego Głową jest sam Chrystus. Jako uczeń Chrystusa taka osoba jest częścią rodziny Bożej i wezwana do życia godnego naśladowcy Zbawiciela. Podobnie jak uroczystość zaślubin nie sprawia, że mężczyzna z niekochającego narzeczonego staje się nagle kochającym mężem. Ślub nie gwarantuje miłości, ani tego, że mąż z żoną wytrwają w przymierzu małżeńskim do końca życia (choć tak powinno być). Zmienia jednak naturę więzi. Z dwojga obcych osób stają się jednym ciałem. Otrzymali przywileje, które były dla nich niedostępne poza przymierzem (więzią) małżeńskim.

3. Nieprawdą jest, że ani luteranie, ani kalwiniści nie uważają, że "tak naprawdę nie potrzeba w ogóle wiary". Jeśli ktoś nie odpowiada wiarą na błogosławieństwo chrztu - jest pod Bożym sądem (Rzym 11:19-22; Hbr 3:12; 10:29). Podobnie jak Izraelici, którzy otrzymali błogosławieństwo obrzezania (włączenia do Ludu Bożego), lecz nie odpowiedzieli na nie z wiarą (Jer 9:24-25). Ich przywileje zostały im odebrane (Mt 21:43; Mk 12:1-12; Rzym 11:17-18). Rozłączanie tego co Bóg złączył (sakrament-wiara) niesie zgubne skutki.

4. Wskazujesz na potrzebę wiary chrzczonego jako warunek konieczny dla zachowania ważności chrztu (zamiast jako warunek jego udzielenia!). Pisałem już na ten temat w pkt.1. Owszem, wiara (jej wyznanie) jest zawsze w Piśmie warunkiem udzielenia chrztu osobie dorosłej (która nie była ochrczona nigdy wcześniej). Jednk wiara chrzczonego nie może być stawiana jako warunek dla zachowania ważności chrztu. Czyniąc to uzależnialibyśmy w ten sposób skuteczność (ważność) sakramentu od człowieka. Z tego powodu można niekiedy znaleźć osoby, który "chrzczone" były 3-4 razy uznajac za każdym razem swój każdy poprzedni "chrzest" za nieważny. Czy każda ochrzczona osoba w Piśmie miała rzeczywiście zbawczą wiarę? A jeśli nie - czy to oznacza , że nie została w rzeczywistości ochrzczona (pomimo tego co Pismo wyraźnie stwierdza)?

Oczywiście w kościele jest wiele osób, które nie powinny być chrzczone ze względu na fakt, że nie są osobami wierzącymi lub - w przypadklu niemowląt - ich rodzice nie są nawróceni. Tu jednak należy zauważyć, że chrzest niegodny - jest chrzem ważnym, jeśli zaistniały owe trzy czynniki: właściwa materia, formuła i intencja.

Nigdy nie ochrzciłbym dziecka, którego rodzice nie wyznają ewangelicznej wiary. Podobnie jak człowieka, który okazałby się być osobą nienawróconą.

JEŚLI jednak takie osoby (z niezrozumiałych dla mnie powodów) są chrzczone w innym kościele, to uznaję ich niegodny chrzest za ważny. Bóg poważnie traktuje to co dzieje się w kościołach wyznających wiarę w Niego. Z całą powagą ostrzegłbym takie osoby przed Bożym sądem i wezwałbym do wiary, którą powinien odpowiedzieć człowiek na udzielony sakrament. Mam nadzieję, że to rozjaśnia Twoje wątpliwości. Pozdrawiam.